Blog

ARCYKAPITALNY! czyli DLACZEGO WARTO OBEJRZEĆ “KLER”

recenzja filmu Kler

“Są takie wstydy, które reżyserują człowieka na całe życie. (…) Może te wstydy przepoczwarzają się w obolałe, kruche honory, a z tych poczwarek wypełza na koniec paskudna liszka ambicji.”
/Tadeusz Konwicki/

3 października 2018 roku. Teren dużej galerii handlowej w Lublinie, środek tygodnia, 22:00. Wieje, dżdży i jest zimno. Zazwyczaj o tej porze i przy takich warunkach atmosferycznych parking wokół budynku świeci pustkami. Tego wieczoru jest tu pełno ludzi. Powietrze w przestrzeni kilkudziesięciu metrów od wejścia do galerii wibruje od ich emocji. Mijając parę 50-latków słyszę strzępy wypowiedzi kobiety: “No ciemnota!”. Wjeżdżam na piętro, na którym znajduje się Multikino. Kolejka do sali z “Klerem” imponuje.

Film zaczyna się od białych napisów na czarnym tle. Dla mnie to symbol – z ciemności wyłania się jasność. Prawda rozcina mrok zakłamania światłem świadomości. Siedzę. Oddycham głęboko, uspokajając ciało, w którym kłębią się emocjonalne tabuny. Podskórnie czuję, że mocno to przeżyję.

Film jako dzieło to według mnie majstersztyk. Dosadny, ale nieprzekraczający granicy bólu nie do udźwignięcia. Wielowątkowy, ale perfekcyjnie skomponowany. Wątki splatają się w nim bardzo płynnie. Jest znakomicie rozłożony w czasie. Po ostatniej scenie poczułam leciutki niedosyt. Jak po pysznym posiłku, kiedy jeszcze czuje się w ustach smak ostatniego kęsa, ale przed sobą widzi się już pusty talerz. Fabuła w pewnym stopniu przewidywalna, ale przedstawiona w błyskotliwy, nieoczywisty sposób. Tam, gdzie łatwo było otrzeć się o przerysowanie, nadmierne epatowanie cierpieniem, a nawet kicz (zwłaszcza w scenach przemocy) twórcy umieli zachować optymalny umiar. Kwaśno-gorzkie żarty – tak subtelnie jak skutecznie – przełamywały mięsistość dramatu.
Zostały tu poruszone wszystkie tematy przez lata spowite kleistą mgłą tabu. Film klepnął kler w policzek homoseksualizmu. Ścisnął za gardło hipokryzji. Uszczypnął w zad niepohamowania. Złapał za rękę pazerności. A obnażając prawdziwe przyczyny pedofilii… przytulił niewypłakaną rozpacz dziecięcych tragedii.

Postaci zostały znakomicie skonstruowane i bardzo starannie dopracowane. Dzięki fantastycznej grze aktorskiej mogłam nie tylko obejrzeć, ale przede wszystkim dotknąć miąższu emocji innych ludzi. Wielopłaszczyznowość i wielobarwność portretów psychologicznych zachwyciła mnie zarówno jako widza, jak i pasjonatkę ludzkiej emocjonalności. Moim zdaniem bezapelacyjnie największym sukcesem reżysera jest to, że potrafił przedstawić zjawiska budzące odczucia z pogranicza pogardy i nienawiści (uzależnienia, przemoc, oszustwa, pedofilia) z bardzo szerokiej perspektywy. Perspektywy, która pozwala widzowi dostrzec złożoność ludzkiej psychiki oraz gigantyczny wpływ doświadczeń z dzieciństwa na późniejsze życie zarówno jednostki, jak i całego społeczeństwa. Bo – wbrew pozorom i tytułowi – to nie jest film o kościele. To jest film o całym polskim społeczeństwie. Na tle wielu drugo- i trzecioplanowych postaci jak kochanka księdza, kobieta bita przez męża, kobieta, która dokonała aborcji, zakonnica sadystka, księża geje, księża PR-owcy, księża asystenci, księża popychadła, etc., rysują nam się sylwetki czterech głównych bohaterów (tych z plakatu). Widzimy tu alkoholika, który zapija poczucie toksycznej odpowiedzialności, nie umiejąc jej ani ponieść ani porzucić. Widzimy żądnego władzy narcystę, który po godzinach odreagowuje nieuwolnione emocje, w perwersyjnym seksie. Widzimy działacza-ratownika, próbującego poprzez pomoc dzieciom, poradzić sobie z traumą gwałtów, którym był poddawany jako chłopiec. I postać dla mnie najbardziej fascynującą: intelektualisty, karierowicza, managera i pedofila w jednym. Co ciekawe postać w swej złożoności niezwykle spójną. (Tu mój wielki ukłon dla Jacka Braciaka, który poniósł tę rolę koncertowo.).
Szczegółów nie zdradzam celowo, żeby Wam nie psuć przyjemności doświadczania tego arcykapitalnego filmu wyczekiwaniem na konkretne sceny.

Słowem podsumowania niech będzie kilka ważnych refleksji, jakie do mnie przyszły po obejrzeniu “Kleru”. Odkąd się dowiedziałam, że taki film powstał – wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Zachwycił mnie. I ocucił. Przypomniał mi po co ja sama tworzę równie bezkompromisowe treści. Co ja-twórca chcę podarować światu. Dał mi jako trenerce pracy z emocjami oraz autorce książki o przełamywaniu schematów emocjonalnych ogromną motywację do działania. Do niesienia światła świadomości do tych, którzy zechcą otworzyć swoje serca na prawdę. Prawdę tak niewygodną i bolesną, jak oczyszczającą i uzdrawiającą.

Oglądając go przypomniałam sobie starą, ale niepodważalną prawdę – ryba psuje się od głowy. Dlatego jeśli chcemy dokonać realnych zmian w społeczeństwie musimy świadomie i rozważnie decydować, kogo tą “głową” uczynimy. I nie jest to manifest polityczny. Chodzi mi o to, żeby każdy z nas – jako jednostka współtworząca społeczeństwo – brał na siebie odpowiedzialność za własne życie. Żebyśmy jako jednostki pracowali nad pogłębianiem własnej świadomości oraz świadomości ogółu. Bo jedyny sposób, by pokonać Schematrix vel chory system to być żywym przykładem tego, że można się z niego uwolnić. Że można żyć życiem wolnego człowieka. Czego Wam i sobie nieustannie życzę.

Z serca zachęcam – idźcie do kina na “Kler”. Ten film budzi do świadomego życia.

Nie walczcie ze sobą. WALCZCIE O SIEBIE, bo CZŁOWIEK JEST DO KOCHANIA.

PS Zdjęcie do wpisu wybrałam celowo, żeby się nie ukrywać za monitorem jak większość “opiniotwórców”. Tak m.in. postrzegam branie odpowiedzialności za swoje życie i wybory.

Jeśli masz/ macie ochotę poczytać więcej tworzonych przeze mnie treści zapraszam do lektury mojej książki: https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

oraz bloga: https://magdaadamowska.pl/category/blog/

Dodane przez

Zobacz również

2 komentarze

  • Ula

    jednym słowem SZACUNEK Madziu

    4 października 2018 at 20:03 Odpowiedz
    • adminMagda

      Dziękuję! 🙂 Czyli tekst Ci się podoba?

      24 listopada 2018 at 22:57 Odpowiedz

    Podziel się swoją opinią :)