Blog

SEKSUALNA NIEBEZPIECZNA czyli JAK ROZWALIŁAM KOLEJNY PASKUDNY SCHEMAT

“To czego się najbardziej boimy to wskazówka o tym gdzie leży największy skarb naszej duszy. Lęki są strażnikami broniącymi wejścia do jaskini ze skarbem.”
/Cytat z blog’a Moonsetstory – Astrologia pełni/

Niedawno zrobiłam nagranie o tym, że nie da się dokonać zmiany na lepsze, jeśli człowiek nie przyzna się przed samym sobą, że ma problem i na czym konkretnie ten problem polega. Tym wpisem chcę Wam pokazać, jak niesamowicie skutecznie działa ta metoda w moim życiu. I jakie “czary” się dzieją, gdy człowiek daje sobie pozwolenie na wsłuchanie się w swoją prawdę. Schemat, który tu opiszę był cholernie złożony i trawił mnie przez wiele lat. Rozbrojenie go zajęło mi kilka miesięcy.

Odkąd rozesłałam książki do osób, które wsparły zbiórkę na jej wydanie… spora część mnie zaczęła się zapadać w mrok. Wykonałam zadanie – doprowadziłam do ucieleśnienia mojego “dziecka”. Kilkunastomiesięczna batalia – o zapewnienie sobie warunków do tego, by mogło powstać, by przybrało konkretną formę oraz by trafiło do czekających na nie odbiorców – wyczerpała mnie w stopniu zatrważającym. Na wiele tygodni opadłam z sił. Straciłam też ogromną część mojej MOCy, kobiecej mocy. Długo docierałam do świadomości, gdzie swoje źródło miało to osłabienie.

Kiedy zaczynałam pisać książkę kibicowało mi sporo znajomych kobiet. Zachęcały mnie i motywowały do pracy nad treściami, które pierwotnie miały dotyczyć tylko zaburzeń odżywiania. I wszystko było pięknie do… lipca 2017 roku, kiedy to bezczelna Adamowska otworzyła puszkę Pandory. Puszkę z najbardziej palącym kobiecym wstydem – wstydem bycia człowiekiem płci żeńskiej. Wstydem posiadania ciała podlegającego – niezmiennym i nieubłaganym – prawom natury. Ciała, które odczuwa czysto zwierzęce popędy i którego każda komórka przechowuje pamięć przeszłych doświadczeń. Ciała, które od pierwszych chwil swojego istnienia – uczy się jak ma być traktowane. Ciała tak często zniewalanego pułapkami umysłu.

W swojej naiwności wierzyłam, że kobiety (zwłaszcza te, które pierwotnie mi kibicowały) będą mnie wspierać w propagowaniu wiedzy o tym, jak te pułapki rozbrajać. Że będą się chciały nauczyć miłości i akceptacji do swojej kobiecej cielesności. Że będą czerpać z mojej wiedzy garściami. Rzeczywistość okazała się mniej różowa niż moje nadzieje. Wraz z doświadczeniami kolejnych miesięcy, przytłaczająco i boleśnie krzepło we mnie przekonanie, że dla pewnej – niestety licznej – grupy kobiet, moja wiedza i ekstremalna szczerość są po prostu… nie do zniesienia. I że dla tych kobiet zawsze będę… trędowata. Niczym chodzący wrzód, albo jak baner z napisem: “Nie patrz tam, bo nie daj Boże zobaczysz swoje błędy! Nie słuchaj, bo jeszcze się okaże, że to Cię dotyczy! Nie dotykaj, bo to obudzi BÓL. A ból może Cię powalić. I będziesz musiała się wysilić, żeby wstać.”

Jeszcze jakiś czas temu myślałam, że to tylko moje filtry. Że patrzę na opisane wyżej kobiety przez pryzmat mojej trudnej relacji z matką. Ostatnie miesiące pokazały mi dobitnie, że ich dezaprobata łamana na wrogość wobec mnie, nie jest jedynie moim wyobrażeniem, lecz faktem.
Wiesz co niemal zawsze okazywało się w moich interakcjach z kobietami punktem zapalnym? Moja – szeroko pojęta – seksualność. To jaki mam sposób ekspresji swojej płciowości. Jaką energię emituję. Jak się poruszam, jak wyglądam, jak mówię. I – co znamienne – jak reagują na mnie mężczyźni. Gdy dochodzi do tego wiedza o tym, że pracowałam jako prostytutka – niektóre kobiety nawet nie próbują ukryć swojej odrazy do mnie. W pewnej dziennikarce moja postać wzbudziła tak potężne emocje, że podczas rozmowy ze mną omal nie zwymiotowała. (Może kiedyś o tym opowiem). Niedawno podczas mojego wystąpienia, gdy powiedziałam, że wykonywałam najstarszy zawód świata, po sali przebiegł skrytojadowity szmer. Chwilę później usłyszałam szept młodej kobiety: “Chyba dziwka”. Zakłuło, przyznaję. I skurczyłam się dość mocno pod naporem energii zawstydzenia i pogardy, jaką emitowali odbiorcy. Kobiety bardzo skrupulatnie unikały – nawet wzrokowego – kontaktu ze mną. Gdyby nie obecność jednej bliskiej mi osoby, chyba bym się tam popłakała z bezsilności, upokorzenia i rozgoryczenia. A tak wytrzymałam do końca spotkania. Potem chyba z pół godziny ryczałam w hotelowej toalecie.

Ale nie byłabym sobą, gdybym i na tym bólu nie urosła. A urosłam, bo pozwoliłam sobie go poczuć całą sobą. Efekt? PRZEŁOM. Tak uwalniający, jak niespodziewany. Dwa dni po wspomnianym zdarzeniu – ubrana w jedną z ulubionych sukienek i ukochane niebieskie szpilki – wyszłam na spotkanie z przyjacielem. Wyczekiwałam tego spotkania z ogromną radością, bo uwielbiam nasze nasiadówki o smaku whisky z truskawkami. Wychodziłam z domu w doskonałym nastroju. Szłam wolno, delektując się cudowną pogodą. Moje ciało (zwłaszcza jego środkowa część 😉 kołysało się miarowo i spokojnie. Mimo dziesięciocentymentrowych obcasów, bardzo wyraźniej czułam łączność z podłożem. Nic nie zapowiadało tego, co stało się chwilę poźniej. Nagle poczułam na sobie wzrok siedzących na ławce kobiet. Był surowy, zimny i kolczasty. Powietrze zawibrowało od ukąśliwych uśmieszków. Miały tę samą częstotliwość, co pomruki we wspomnianej wcześniej sali. I wtedy – delikatnie niczym szelest skrzydeł Aniołów – spłynęła na mnie MOC. Moc mojej przebudzonej Kobiecości. Moc, której przez długie miesiące za nic w świecie, nie potrafiłam (re)aktywować.
Spojrzałam na każdą z tych kobiet. Prosto w oczy. Z całą śmiałością i dumą, jakie się zawierają w słowie samoakceptacja. Stałam prosta jak trzon łuku. Przenikając je wzrokiem ostrym niczym grot strzały. Stałam osadzona jak drzewo. Niewzruszona, a nawet wyniosła. Żadna – nawet przez kilka sekund – nie utrzymała mojego spojrzenia. To było jedno z najpiękniejszych zwycięstw, jakie odniosłam. Poczułam, że absolutnie, bezapelacyjnie pokonałam ten Strach. Strach przed agresją kobiet. Agresją tuczoną zawiścią i podlewaną kompleksami. Agresją, która wyrasta na glebie samotnej, smutnej bezradności. Agresją, tak dojmująco tożsamą z tą, którą tętniła postać mojej matki. Pierwszy raz w życiu poczułam, że ją pokonałam. Totalnie. Jej władza nade mną rozpłynęła się jak poranna mgła rozmywa się w słońcu. Po moim ciele rozlał się ciepły, jasny, miękki SPOKÓJ. Jeśli to nie był CUD to nie wiem, co nim jest.

Wraz z tym spokojem przyszła pewność – jestem już gotowa. Gotowa na kolejny etap mojej drogi. Gotowa na to, by wyznaczać granice swojej autonomii jeszcze wyraźniej i by pilnować ich z całą stanowczością i walecznością, jakie dane mi było wypracować. Oraz by uczyć kobiety, które zechcą po tę naukę sięgnąć, jak to robić. Jak walczyć o swoją Prawdę. Jak wypracować w sobie zgodę na bycie człowiekiem płci żeńskiej. Jak pokochać swoje kobiece ciało. Jak słuchać, by słyszeć własne serce. Tak – jestem najgłębiej jak to możliwe – przekonana, że zgoda na siebie to najważniejszy klucz do szczęścia. A ja chcę być szczęśliwa. Nawet jeśli mój sposób bycia będzie wzbudzać skrajnie trudne emocje. Nawet jeśli – dla jakiejś grupy kobiet – zawsze będę tylko byłą dziwką. Nawet jeśli będą patrzyły na mnie z – równie silną jak ta, którą “częstowała” mnie matka – pogardą.

Cóż… Życie to sztuka wyboru. Ja wybieram siebie. Siebie, która tańczy na ulicach, przytula nieznajomych i mówi wprost o skutkach przemocy. Siebie, która równie mocno jak brokuły i szparagi lubi lody i wino. Siebie, która bywa domowym trollem w starych dresiorach i ultra seksowną kocicą, której taniec hipnotyzuje. Wybieram siebie zmienną, nieprzewidywalną, spontaniczną i przedziwną. Tę, w ramionach której można się schować i tę, której wrzask rozdziera powietrze. Tę, która płacze i śmieje się tak głośno i długo jak potrzebuje. Tę, która oprócz fizycznych cycków, ma emocjonalne jaja vel odwagę, by żyć po swojemu i dla siebie. I tę, która – choć oczami wyobraźni widzi zdegustowane miny moralistek – będzie śmiało i konsekwentnie iść własną drogą. Tak mi dopomóż moje serce i Dobre Dusze, których coraz więcej wokół mnie.

PS Ten tekst jest dla mnie absolutnie PRZEŁOMOWY, bo zamyka stare i otwiera NOWE przestrzenie mojej świadomości.

Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić:
https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

Opinie o pracy ze mną:
https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

Zapraszam Cię także do przeczytania innych moich tekstów: https://magdaadamowska.pl/category/blog/
Na fanpage: https://www.facebook.com/Magda-Adamowska-Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

Jeśli jesteś kobietą i chcesz rozwijać swoją wiedzę na temat pracy z własnym ciałem, emocjami i seksualnością, zapraszam Cię do zamkniętej grupy: “Zdrowa Szczęśliwa Kobieta – w zgodzie z ciałem i emocjami”, którą mam wielką przyjemność prowadzić.
Więcej o grupie: https://www.facebook.com/1699584453646147/photos/p.2211992115738709/2211992115738709/?type=1&theater
Link do grupy: https://www.facebook.com/groups/191679131768783/

Oraz na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

Nie walcz ze sobą. WALCZ O SIEBIE, bo CZŁOWIEK JEST DO KOCHANIA.

Dodane przez

Zobacz również

14 komentarzy

  • Dorota

    Magdo podziwiam Cię za to co robisz. Za odwagę opowiadania o sobie . Ja mam problem , który ciągnie się za mną i od nikogo nie dostałam jak do tej pory żadnej podpowiedzi co mogłabym zrobić aby zniknął. Żadna terapia, żadna książka, nikt z przyjaciół. Ale ja wiem co chciałabym zrobić i często sugeruję innym, że właśnie tak zrobię, oczekując że dostanę wsparcie i ktoś w końcu powie….tak to jest dobra decyzja, zrób tak. Jednak mimo tego, dalej tkwie w miejscu bo paraliżuje mnie strach, więc naprawdę wielki szacunek dla Ciebie. A może Tobie mogłabym przedstawić moją wizję rozwiązania problemu? Wiem, że pewnie masz mnóstwo takich próśb, i zbyt mało czasu, ale zapytać zawsze mogę, chcę wykorzystać każdą szansę, nawet jeśli jest tylko 1% na jej realizacje. Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia w realizacji Twoich marzeń i planów.
    Dorota

    3 maja 2018 at 07:49 Odpowiedz
    • adminMagda

      Dorota napisaniem tego komentarza już zrobiłaś duuuży krok naprzód. BRAWO! Oczywiście, że możesz napisać do mnie. Odpowiem w zgodzie z własnym serduchem.
      Trzymam kciuki za Twój proces. DASZ RADĘ!
      PRZYTULAM! 🙂 🙂 🙂

      3 maja 2018 at 15:56 Odpowiedz
  • Justyna

    Magdaleno!!! Nieslychane emocje wywołuje we mnie chyba kazde twoje pisanie, książka którą czytam. Chce ci powiedzieć, ze jesteś niesamowita, mądra i nigdy, przenigdy nie ocenilabym kogoś z taką przeszłością, mam ochote cie teraz przytulić i wykrzyczec, ze jestes dla mn8e bohaterką. Dziękuję za wsyztsko, czym sie podzielisz, bo tak bardzo mi to pomaga. Ściskam mocno 😘😘😘❤️❤️❤️❤️

    8 maja 2018 at 20:43 Odpowiedz
    • adminMagda

      Dzięki piękne i serdeczne 🙂
      Też PRZYTULAM Kochana 🙂

      9 maja 2018 at 01:03 Odpowiedz
  • Alicja

    Wszystko się dzieje w naszych głowach… często dostrzegamy w spojrzeniu innych to, co sami myślimy o sobie.
    Czy to, co proponujesz – co opisałaś, gdy szłaś w szpilkach obok siedzących kobiet, od których czułaś pogardę (?) to poczucie “wywyższenia”? Szczerze mówiąc tak to zrozumiałam. Nie jestem pewna czy takie emocje są stałe. Na pewno dają siłę, ale czy tym samym budują trwale?
    Z innej strony… czego się boimy i jak temu się przeciwstawiamy… oczywiście, że pokazaniem, kto tu rządzi. Nie nasz “strach” a nasza “siła”. Nie mniej pozdrawiam serdecznie i dziękuję za podzieleniem się ciekawym doświadczeniem.

    8 maja 2018 at 21:12 Odpowiedz
    • adminMagda

      Alicja, to po kolei: tak jak napisałam – zachowania opisanych przeze mnie kobiet to fakt, nie moje filtry. Było takich sytuacji zbyt dużo, żeby móc to zrzucić na moje wyobrażenia. Nie proponuję by się wywyższać, tylko, żeby nie pozawalać się poniżać i zawstydzać. Emocje z natury są chwilowe. Ja opisałam jak zmieniła się moja postawa wobec konkretnych zachowań. Nie chodziło mi też o pokazanie “kto tu rządzi”, tylko o stanięcie z sobą w rozumieniu: okazanie szacunku i akceptacji dla swojej kobiecości, którą kocham. W naszej kulturze często brak przyjmowania cudzego wstydu postrzegany jest jak zarozumialstwo albo wręcz chamstwo. Zwłaszcza gdy tego wstydu nie przyjmuje kobieta.
      Życzę Ci Alicja, żebyś miała w sobie taką zgodę na swoją kobiecość i seksualność, żeby czuć się znakomicie z kobiecością i seksualnością innych kobiet.

      Dziękuję też za podzielenie się refleksją 🙂

      9 maja 2018 at 01:17 Odpowiedz
  • Ania

    Madziu nie wzbudzasz odrazy.
    Gdy bylam w zwiazku okropnie bolaly mnie komentarze mojego byłego partnera
    Moje poczucie humoru wdg niego było głupie ,moje myślenie też , moja indywidualność rowniez
    Od tamtej pory ,zostawilam to ,bardzo cierpialam
    Ale co najwazniejsze nie potępiam ludzi ,szczególnie gdy bardzo ekspresyjnie wyrażają siebie a ich dzialania nikogo nie krzywdzą ,bo to jest okrutne ,po prostu okrutne i bezwgledne
    Czasem wydajesz mi się być z czymś nietuzinkowa
    Ale zawsze myślę ,ze kazdy ma prawo do swojej innosci
    Dzieki Twoim filmikom i książce jeszcze bardziej utulam samą siebie , zaczelam tworzyć swoje życie
    Nie uciekam juz od emocji ,bo myślę ,ze to największy problem
    Najlepiej w pelni przeżywać ,nawet jesli boli i to klucz do wolności emocjonalnej
    Bardzo dużo mnie nauczylas i motywujesz kazdego dnia do jeszcze większej odwagi
    Dziękuję ,ze jestes i za to co robisz 😘❤

    9 maja 2018 at 02:16 Odpowiedz
    • adminMagda

      Ania ZACHWYCASZ mnie nieustannie. DZIĘKUJĘ. Rozkwitaj nadal tak PIĘKNIE Ślicznoto 🙂

      9 maja 2018 at 13:09 Odpowiedz
  • Ania P

    Bardzo fajny tekst i bardzo inspirujący, tylko nasunelo mi się takie pytanie: jeżeli opowiadanie o pracy jako prostytutki stwarza takie sytuacje, to po co o niej opowiadać? A no coś to ma na celu, doświadczenie wstydu chce ci coś pokazać, doprowadzić do jakiegoś miejsca w tobie, gdzie prawdopodobnie jest głęboka rana, a pod nią pokłady mocy. (swoją drogą w 99% przypadków kobieta która zdaje się być najbardziej bezwstydna, paradoksalnie najwięcej wstydu i upokorzenia niesie w sobie, pokoleniowego/karmicznego oczywiście – do uzdrowienia). Może też być tak, że podświadomie testujesz otoczenie, czy cię odrzuci jak opowiesz o sobie coś takiego, bo w głębi duszy już czujesz się odrzucona i potrzeba takiego lustra żeby to zobaczyć. Piękny proces tak czy inaczej i wiele kobiet by się utozsamilo. Brawo za odwagę dzielenia się ze światem 🙂

    9 maja 2018 at 02:25 Odpowiedz
    • adminMagda

      Aniu, ja jestem przekonana, że tylko mierząc się z tym co trudne i bolesne możemy to uwolnić. Ta metoda po prostu jest dla mnie najlepszą z możliwych. Tak oswajam swoje “demony” i – co widać po komentarzach ludzi, którzy mnie czytają – pomagam innym oswajać ich lęki i wstydy. Co do wstydu – proponuję, żebyś obejrzała moje wystapienie: https://www.youtube.com/watch?v=ANt8pexileQ Bo tam jest dużo treści, których nie chcę tu powielać.
      Czy testuję otoczenie? Hmmm… bardziej samą siebie i swoje granice. Otwieram się na wszelkie opinie, w tym na niezrozumienie, odrzucenie i krytykę ze strony różnych ludzi. Tego się nie da uniknąć. Zresztą ja unikać tego nie mam potrzeby.
      Dziękuję za podzielenie się Twoją refleksją. 🙂 Miło mi że tekst Cię “dotknął”.

      9 maja 2018 at 13:20 Odpowiedz
  • Dorota

    bravo

    11 maja 2018 at 00:56 Odpowiedz
    • adminMagda

      Dziękuję 🙂

      11 maja 2018 at 01:04 Odpowiedz
  • Karina

    Ciekawy wpis. Bardzo inspirujący. Dziękuję 🙂

    19 maja 2018 at 16:47 Odpowiedz
    • adminMagda

      Cieszę się. Dziękuję 🙂 🙂 🙂

      21 maja 2018 at 13:40 Odpowiedz

    Podziel się swoją opinią :)