Tagi

depresja

  • Blog

    MOC WSPÓLNOTY

    MOC WSPÓLNOTY

    “Człowiek nie jest wielki przez to, co ma, ale przez to, czym dzieli się z innymi.”

    Siadam do tego tekstu i wciąż nie mogę uwierzyć, w to wszystko, co się – w ciągu ostatnich kilku miesięcy – zadziało i nieustannie zadziewa we mnie i wokół mnie. Kto zna mnie dłużej, niż rok wie, jak często, głośno i bezkompromisowo “nawoływałam” do życia tylko dla siebie/ zdrowego egoizmu / ekspresji swojej prawdy/ stawiania (tylko) na siebie. I jak bardzo byłam w tym… zapiekła.
    Dziś nadal całym sercem wierzę, że miłość do siebie jest warunkiem koniecznym do tego, by obdarzać miłością innych. Nadal całym sercem wierzę w to, że człowiek musi umieć stawiać siebie na pierwszym miejscu. Nadal całym sercem wierzę, że nie da się przeżyć prawdziwego, soczystego, odczuwanego całą swoją istotą spełnienia, jeśli jest się niespójnym wewnętrznie, ale… Ale dziś wiem też, że to tylko część prawdy o człowieku, jako całości.

    Przez całe moje nieświadome życie byłam sama, samo-dzielna i – co rozumiem dopiero teraz – piekielnie samotna. Jako najstarsze dziecko w rodzinie, zostałam naznaczona na mamkę rodzeństwa i kuzynostwa. Jako szkolny grubas i kujon – wyszydzana, odrzucana i wykorzystywana. Jako wybrana przez babkę (matkę mojej matki) na swoją maskotkę – znienawidzona przez własną rodzicielkę. Jako nimfetyczna nastolatka – odrzucana, upokarzana i napiętnowana zarówno przez rówieśnice, jak i przez dorosłe przedstawicielki płci żeńskiej. Jako “mała, słodka blondyneczka” przez mężczyzn traktowana niemal wyłącznie jak obiekt seksualny. I – jak wspomniałam wyżej –  zupełnie sama w przeżywaniu tego wszystkiego.

    Kiedy w 2013 roku zaczęłam się przebudzać, powolutku, kroczek po kroczku odsuwałam się od toksycznych dla mnie relacji. W mojej przestrzeni zaczęły się pojawiać bardziej świetliste i emocjonalnie lżejsze istoty. Wtedy nie umiałam dostrzegać niezliczonych mikro zmian, jakie zachodziły we mnie każdego dnia i w każdej sekundzie ówczesnego etapu “stawania się”. Zauważałam i odczuwałam jedynie GIGA przełomy, istne emocjonalne Rubikony. Zerwanie kontaktu z matką. Definitywną rezygnację ze znienawidzonej pracy. Pierwszy raz, kiedy poczułam, że po 17 latach bulimii nie potrzebuję już się zapychać jedzeniem. Odejście od ówczesnego męża. Zamieszkanie z ówczesnym kochankiem, który z czasem stał się moim partnerem życiowym.

    Dopiero, gdy podjęłam definitywną decyzję o tym, że napiszę i samodzielnie wydam moją pierwszą książkę… Dopiero, gdy rozpoczęłam pracę nad tą książką i “narzuciłam sobie” regularność tzn. CODZIENNE pisanie… Dopiero, gdy zdecydowałam, że poświęcę temu procesowi optymalną ilość zasobów, jakie posiadam i jakie umiem zorganizować (czasu, energii, pieniędzy)… Dopiero wówczas zaczęłam zauważać mniejsze i częstsze, niż – wspomniane wyżej – przełomowe zmiany.
    WyTRWAŁE TRWAnie w podjętej decyzji – w pewnym momencie zaczęło przynosić cuda i CUDA.

    Pierwsze 3 rozdziały książki tworzyłam w bólach emocjonalnych, tak koszmarnych, jakie tylko można sobie wyobrazić. Napady paniki, histerii, agresji, wkurwu i rozdzierające od środka napięcie wiele razy powalały mnie na łopatki, na kolana, na twarz. Ciało mi się trzęsło jak galareta. Było mi na zmianę gorąco i zimno. Miałam tak potężne wzdęcia, jakby wewnątrz mojego brzucha, ktoś napompował balon z diabelnie grubej gumy. Niemal każdego dnia, przez kilka miesięcy, moje ciało było w permanentnym dyskomforcie. Czasami był tylko nieprzyjemny, częściej czułam, jakby miał mnie rozszarpać od wewnątrz. Wiele razy docierałam na krawędzie obłędu. Kilka razy odzyskiwałam przytomność w momencie, gdy zaciskałam dłonie na własnym gardle. Ale – mimo tych piekielnie trudnych doświadczeń – wyTRWAŁAM.

    Jak te wszystkie kwestie się łączą? Co ma wspólnota do mojej – jakże intymnej – podróży w głąb siebie i moich wewnętrznych transformacji?

    Gdy przeżywałam to wszystko, co wyżej opisałam – choć miałam wokół siebie bliskich, życzliwych, wspierających ludzi – czułam się sama i samotna. Choć ci ludzie deklarowali swoją pomoc, a wręcz próbowali mi okazywać wsparcie – ja go nie czułam. Czułam się za to nierozumiana, oceniana, pouczana i przez to niewystarczająca/ gorsza/ nieudolna, bo zachowująca się inaczej, niż ode mnie oczekiwano.
    Przyczyn, a raczej warstw przyczynowych tego, że tak źle się ze sobą czułam, było wiele. Musiałabym napisać cały, wielgachny artykuł, żeby opowiedzieć o nich wszystkich. Dziś wiem, że jednymi z najgłębszych z nich były toksyczne: poczucie winy i wstyd oraz strach przed odrzuceniem.

    Toksyczne poczucie winy i wstyd – w swojej najgłębszej warstwie – człowiek odczuwa w stosunku do własnej istoty. Ma poczucie winy i wstydzi się tego, jakim jest człowiekiem. Wstydzi się własnych,  najbardziej podstawowych i niezależnych od niego potrzeb i ograniczeń. Wstydzi i czuje winny się tego, że potrzebuje się czuć kochany, ważny, szanowany, doceniany, zauważany. Wstydzi się i czuje winny tego, że potrzebuje bliskości fizycznej, emocjonalnej i seksualnej. Wstydzi się i czuje winny, że chce być autentyczny i spójny z sobą; że chce realizować swoje pasje i żyć w zgodzie ze swoimi aktualnymi potrzebami. Że nie chce dawać i robić więcej, niż pozwalają na to jego zasoby energetyczne, emocjonalne, fizyczne, finansowe etc.

    A jak to się ma do mocy wspólnoty?

    Największy paradoks poczucia winy, wstydu, strachu i innych toksycznych, trawiących nas emocji i stanów emocjonalnych, polega na tym, że one tracą na swojej sile, a nawet znikają, gdy… głośno wypowiemy, że je czujemy. Gdy przyznamy się, przede wszystkim przed sobą, że one w nas są.

    Inny paradoks pracy z emocjami polega na tym, że człowiek często umie się przyznać sam przed sobą, do tego, że coś czuje, dopiero wówczas, gdy zobaczy i poczuje, że… inni ludzie też to robią. Gdy doświadczy współ-odczuwania. Gdy poczuje, że nie jest jedyną osobą, mającą takie konkretne trudności. Na tym właśnie polega MOC wspólnoty, MOC wspierającej się grupy – ludzie, którzy czują podobnie, dzieląc się swoimi przeżyciami i wnioskami z innymi, tworzą swoiste ekosystemy, energetyczne enklawy. Przestrzenie, w których dzieje się magia współ-odczuwania, współ-pracy, a w swojej najgłębszej warstwie znaczeniowej: współ-istnienia. Współ-istnienia, które zwiększa szansę na przetrwanie tej konkretnej grupy, jak i każdego jej członka. Bo tam, gdzie jest zgoda na istnienie innej istoty, bez walki z nią, bez wysysania z niej energii, jest też przestrzeń na wzrost, na rozwój. Bo tam, gdzie jest zgoda na istnienie innej istoty, bez walki z nią, bez wysysania z niej energii, może zaistnieć najwyższa forma ludzkiego istnienia czyli synergia/ współzależność.

    Dlatego właśnie – jeśli czujesz, że to, co piszę jest “Twoje”, jest zgodne z Tobą, wibruje w Tobie jasnym i ciepłym odczuciem w ciele – DOŁĄCZ! Chodź z nami. Z ludźmi, którzy każdego dnia stawiają się do życia, by… stawać się coraz bardziej sobą. Oczyszczać się z emocjonalnych toksyn, wzmacniać, rozwijać swoje potencjały i współ-tworzyć dobre, wspierające, życzliwe, szczere ekosystemy.

    ZAPRASZAM Cię/Was serdecznie do przestrzeni, które współ-tworzę, jako kochająca siebie, stawiająca jasne granice, dbająca o swój dobrostan “egoistka” oraz jako współ-odczuwająca, wspierająca, dzieląca się swoimi potencjałami “altruistka”.

    Poniżej linki do wspomnianych wyżej przestrzeni:

    WIEDZA i INSPIRACJA

    Fanpage: http://bityl.pl/YFYJl (tu podaję wszystkie “aktualności”, więc zachęcam do polubienia fanpage’a)

    Kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ

    Blog: https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    Instagram: https://www.instagram.com/MagdaAdamowska/

    Grupa facebookowa “AZYL DLA EMPATÓW”: https://www.facebook.com/groups/191679131768783

    W grupie robię 1 live-WEBINAR w tygodniu

    Webinary będą w piątki około 21.00 lub w soboty około 12.30.

    Dostęp do grupy jest bezpłatny, niemniej jeśli uznasz, że treści, którymi się dzielę są dla Ciebie inspiracją/ wsparciem/ pomocą możesz wesprzeć moją działalność niewielką wpłatą (10, 20,30 zł).

    Paypal: adamowskamagda@gmail.com

    Wpłata na konto: 32 1050 1953 1000 0023 2101 4819

    SWIFT: INGBPLPW

    IBAN: PL 32 1050 1953 1000 0023 2101 4819

    Dotpay:
    https://magdaadamowska.pl/produkt/wsparcie-za-wiedze-11-zl/
    https://magdaadamowska.pl/produkt/wsparcie-za-wiedze-25-zl/

    Kursy online, które aktualnie prowadzę i do których można dołączyć:

    1) JAK SIĘ SKUTECZNIE UWALNIAĆ OD TOKSYCZNEGO POCZUCIA WINY I WSTYDU

    2) JAK PRZESTAĆ SIĘ OBJADAĆ, JEŚĆ ZDROWO, Z RADOŚCIĄ I NIE TYĆ.

    Jeśli chcesz dołączyć/ masz pytania pisz na: adamowskamagda@gmail.com lub na messenger tego profilu: http://bityl.pl/OidMN (odpowiadam w ciągu 24 godzin)

    Jeśli chcesz dostawać info o nowych treściach/ wydarzeniach, zapisz się do newslettera, wysyłając mi na mail adamowskamagda@gmail.com zgodę na to, bym wysyłała Ci maile.

  • Blog

    KOBIETA KOBIECIE AKCEPTACJĄ

    Akceptacja kobiecości swojej i inch kobiet

    Urodziłam się jako człowiek płci żeńskiej. Powiedziałabym nawet – ultrażeńskiej.

    Kiedy patrzę na swoje zdjęcia z okresu, gdy miałam mniej więcej 2 latka, widzę małe – rozbrajające swym urokiem – Cudo. To była niesamowita dziewczynka. Odkąd pamiętam cechowała ją nadaktywność. Działanie było wpisane w jej naturę. Wszystko ją ciekawiło. Chłonęła życie całą sobą. Była rezolutna. Przebojowa. Twórcza. Zdecydowana. Czarująca. Nieustępliwa w zdobywaniu. I nieprzeciętnie wrażliwa.

    Niemal wszystko – czego potrzebowała, by stać się dojrzałą, szczęśliwą jednostką płci żeńskiej– miała w sobie. Zabrakło jej jednak – kluczowego dla prawidłowego rozwoju kobiecości – elementu… miłości dorosłej kobiety.

    Ta – rozdzierająco bolesna i miażdząco smutna – świadomość dojrzewała we mnie wiele, wiele miesięcy. Dziś widzę jaaaak bardzo nie chciałam jej do siebie dopuścić. Jak intensywnie przed nią uciekałam. I jak głęboko tkwiła i mocno broczyła we mnie Matczyna Rana.

    Jonh Bradshaw – terapeuta, autor bestsellerowych publikacji i twórca teorii wewnętrznego dziecka – w swojej fenomenalnej książce “Toksyczny wstyd” pisze:

    “Zdaniem Kaufmana bulimia, bulimia/anoreksja i anoreksja z całą pewnością rozwijają się na podłożu wstydu. Zarówno przejadaniu się jak i przeczyszczaniu towarzyszy toksyczny wstyd. Podobnie jak Tomkins, Kaufman uważa, że obżeranie się jest czynnością zastępczą. Jest substytutem niezaspokojonych, głęboko wstydliwych potrzeb interpersonalnych.”

    Dalej Bradshaw przytacza słowa Kaufmana: “Kiedy odczuwamy wewnętrzną pustkę, pragniemy fuzji z drugim człowiekiem, rozpaczliwie chcemy, by ktoś nas przytulił, tęsknimy za tym, by ktoś nas chciał i podziwiał, ale nie możemy tych pragnień zaspokoić, ponieważ kazano nam się ich wstydzić i dlatego stały się tabu – zaczynamy jeść.”

    Po czym podsumowuje: “Ale jedzenie nigdy nie uśmierzy tęsknoty, a im bardziej się tej tęsknoty wstydzimy, tym więcej jemy, by zagłuszyć wstyd. (…) Zamiast wstydzić się siebie, wstydzimy się tego, że za dużo jemy. Działa tu ten sam mechanizm, co w otyłości.”

    Co kobiece zaburzenia odżywiania i ich konsekwencje (nadwaga, zła kondycja fizyczna oraz towarzyszące im dolegliwości) mają wspólnego z brakiem zdrowej – podkreślam zdrowej, a nie stereotypowo postrzeganej – miłości ze strony matki? Według mnie – są ze sobą nierozerwalnie połączone.

    Wiesz, że słowo alimenty (przyznawane najczęściej matce “na” dzieci) pochodzi od łacińskiego “alimentare”? A alimentare znaczy jeść, karmić.

    Jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – matka jest dla dziecka bezwzględnym gwarantem przetrwania. Pokarm – zarówno ten fizyczny, jak i emocjonalny – którego dziecku dostarczy matka, kształtuje je i wyposaża na późniejsze życie. Każdy niedosyt, jakiego dozna, dziecko będzie próbowało uzupełnić. Tym łapczywiej, im większego deficytu doświadczyło.

    W moim najgłębszym przekonaniu kobiece zaburzenia odżywiania (ze wszystkimi objawami) są ściśle połączone z brakiem akceptacji, a nawet pogardą do własnej cielesności. Ale wbrew powszechnej opinii – nie chodzi tu jedynie o wygląd i gabaryty ciała. Kobieta, której życie koncentruje się głównie na czynnościach pozwiązanych z jedzeniem lub niejedzeniem, jest istotą nadwyraz NIEakceptującą samej siebie. Często wręcz gardzącą tym, jakim jest człowiekiem płci żeńskiej.

    A kiedy kobieta uczy się stosunku do własnego ciała?

    Nie. Nie w okresie pokwitania. Nie szkoła ani rówieśnicy kształtują jej sposób postrzegania swojej cielesności. Nie dzieje się to też, kiedy z ukłuciem zazdrości obserwuje – fikające w skąpych kostiumach – trenerki fitness.

    Kobieta uczy się jak ma być traktowane jej ciało… już w łonie matki. Jak pokazują – coraz liczniejsze badania – na rozwój płodu kolosalny wpływ ma styl życia matki. Każdy szczegół tego życia – od dźwięków, które słyszy, przez dotyk, jakiego doświadcza, po jedzenie, które spożywa – formuje istotę ludzką, znajdującą się w jej wnętrzu. Dziecko to ciało z ciała matki. Dziewczynka to ciało z ciała kobiety.

    Kobiecości – jako zjawiska – dziewczynka może się nauczyć tylko i wyłącznie od kobiety. Energia męska może ten proces wspierać lub zakłócać. Ale nigdy mężczyzna nie będzie miał – dla rozwoju kobiecości – tak kluczowego znaczenia, jak kobieta.

    Piszę to, bo dane mi było doświadczyć tej niesamowitej świadomości. Piszę to dziś, bo dziś dotarło do mnie na poziomie emocjonalnym… po co tu jestem. Po co jestem ja – ta konkretna Kobieta.

    Ja kobieta jestem tu po to, żeby wspierać inne kobiety. By im dawać czułą życzliwość w drodze do odkrywania – unikalnych dla każdej z nich – odcieni kobiecości. Jestem tu, by ucieleśniać intencję: kobieta kobiecie akceptacją. By własnym przykładem pokazywać, że “(…) nie musimy ze sobą rywalizować. Nie musimy się poniżać i wyszydzać. Nie musimy się porównywać do modelek i trenerek fitness. One mają swoje drogi życia, swoje niepowtarzalne misje. Ja mam swoją. I Ty masz swoją. Najważniejszym życiowym zadaniem każdej z nas jest odkryć tę najwłaściwszą dla siebie i nią podążać.”

    Kobiety Kochane! W ciągu ostatnich kilku miesięcy, ponad setka z Was pozwoliła mi dotknąć swoich najintymniejszych historii. Podzieliłyście się ze mną tym, co macie najcenniejszego – esencją Waszych serc. Czytałam Wasze wiadomości, czasami widziałam Wasze oczy i czułam Wasze energie całym ciałem.

    Kobiety Kochane! Chcę Wam – zarówno moją książką, jak i całą działalnością, o szczegółach której już niedługo opowiem – powiedzieć:

    Słyszę. Widzę. ROZUMIEM. I jestem. Razem możemy odbudować to, czego nie dostałyśmy jako dziewczynki i nastolatki.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.