Tagi

jak schudnąć?

  • Blog

    CIAŁO JEST DO KOCHANIA CZ. 2 EMOCJE A CIAŁO

    ciało emocje seksualność

    “Zrozumiałam, że moje ciało NIE jest brzydkie, wstrętne, grube i obrzydliwe, tylko tak nauczono mnie je postrzegać.”
    /Magda Adamowska/

    Dedykuję wszystkim kobietom świata. Nawet tym, których nie lubię (z wzajemnością ;)), z których poglądami fundamentalnie się nie zgadzam i które krytykują mnie za to, że tak bezceremonialnie obnażam nasze kobiece “smrodki”. Niech ten wpis będzie Deklaracją Niepodległości dla tego, co w kobiecie najpiękniejsze – samoświadomości.

    Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że istnieją kobiece ciała, które na żywo wyglądają tak perfekcyjnie, jak na zdjęciach i w filmach. Patrzyłam na fotografie kobiecych “ideałów” z mieszanką jadowitej zawiści, skręcającej zadrości, bezsilnej rozpaczy i tłumionej złości.
    Byłam pewna, że kobiety o nieskazitelnej, zawsze gładkiej cerze, skórze bez grama cellulitu i muskularnym, wiecznie płaskim jak patelnia brzuchu, istnieją naprawdę. Podobnie jak byłam pewna, że można być jednocześnie żywą istotą, podlegającą prawom natury i wyglądać cały czas, jak awatar ze zdjęcia obrobionego w programie komputerowym.
    Piszę to i pukam się w głowę! A jednak – przez większość mojego życia brodziłam w bagnie iluzji. Co gorsza – kompletnie nie miałam świadomości, że to robię! Ani, że poza ciasną klatką moich kobiecych kompleksów, tuczonych papką z marketingowego shitu, radośnie kicają sobie Prawda i jej najlepsza przyjaciółka – Wolność. Co ciekawe – klatkę tę otworzył dla mnie Mężczyzna. To Mężczyzna pomógł mi odkryć i zrozumieć moją Kobiecość. Kobiecość żywą, autentyczną i – o ironio! – doskonałą w swym braku perfekcji. Karmiona czułą akceptacją Mężczyzny zdobywałam kolejne lewele swojej kobiecej świadomości. Poniżej prawdy, które – gdy osadziłam je w emocjach* – przyniosły mi wyzwolenie. Bierzcie i niech Was nakarmią najpiękniej jak się da!

    Świadomie zapamiętujemy jedynie ułamek tego, czego doznajemy. W naszych ciałach i poświadomości magazynowana jest pamięć wszystkich doświadczeń, jakich w ciągu życia jesteśmy – czynnymi lub biernymi – uczestnikami. Podświadomość można porównać do twardego dysku komputera o gigantycznej pojemności. Gromadzą się tam wszystkie nasze wspomnienia i emocje. Podobnie jest z ciałem – w jego komórkach pulsuje pamięć “absolutna” naszych przeżyć. Z tym, że jest to pamięć skrajnie subiektywna co oznacza, że ciało zapamiętuje nie fakty lecz odczucia.

    Coraz liczniejsze badania naukowców pokazują ogromne zależności między tym, jak traktujemy swoją i cudzą cielesność w wieku dorosłym, a tym w jaki sposób nauczono nas traktować ją, gdy byliśmy dziećmi. To pamięć ciała sprawia, że raz wyuczone “cielesne” umiejętności jak jazda na rowerze, pływanie czy wiązanie sznurówek już nigdy u nas nie zanikają. W przeciwieństwie do tego, co zapamiętujemy intelektualnie, jak choćby słowa w języku obcym – wspomnianych wyżej czynności nie jesteśmy się w stanie “oduczyć”. Podobnie jak ruchy pedałowania czy wiązania kokardek, nasze ciała zapamiętują sposób, w jaki byliśmy dotykani i jak sami dotykaliśmy.

    Emocje są energią biologiczną czy – jak sama nazwa wskazuje – naszą życiową mocą, siłą napędową. Sposób w jaki się z tą siłą obchodzimy oraz to, do czego jej używamy, decyduje o jakości naszego życia. Emocje można porównać do wody. Woda – podobnie jak energia – jest bezkształtna. Kiedy przybiera postać rzeki, sunącej po odpowiednio szerokim korycie, płynie spokojnie. Co więcej – stwarza środowisko dla rozwoju różnych form życia, od glonów, przez ryby, po ssaki. Ale w sytuacji, gdy nagle przybywa tej wody znaczna ilość, koryto staje się dla niej za wąskie i rzeka wylewa. Im większa jest dysproporcja między rozmiarem koryta, a ilością wody, tym potężniejszy będzie – nomen omen – wylew.
    Podobnie jest z emocjami. Jeśli człowiek zadba o to, by kanał przepływu był drożny i adekwatnie – do ilości energii – rozłożysty, jest w stanie tę energię ukierunkować tak, by mu służyła. Emocje istnieją, by pokazywać nam nasze najprawdziwsze potrzeby. Są drogowskazem prowadzącym nas do domu naszych pragnień.
    Strach sygnalizuje, że sytuacja, w której się znajdujemy, może być dla nas niebezpieczna. Złość wskazuje, że przekraczane są granice naszej sewerenności, że ktoś próbuje złamać nasze prawo do stanowienia o sobie. Smutek to sygnał, że czegoś nam brakuje, że za czymś tęsknimy, że w naszym życiu jest jakiś deficyt (z mojego doświadczenia wynika, że prawie zawsze chodzi o potrzebę bliskości i zrozumienia).

    Emocje mają jeszcze kilka bardzo ważnych cech. Są nieprzewidywalne, zarówno jeśli chodzi o ich formę jak i natężenie. Są też skrajnie subiektywne, tzn. każdy doświadcza ich w unikalny, właściwy tylko dla siebie sposób. Tam, gdzie jedna osoba odczuje lęk graniczący z paniką, inna może poczuć jedynie niepokój. Coś, co w Tobie wywołuje wstręt, ja mogę odczuć jako lekki niesmak. Nie bez kozery wytłuściłam słowo “czuć”, bo to właśnie trzeba robić z emocjami, jeśli chcemy być zdrowi i szczęśliwi – pozwolić sobie je czuć. Emocji jako takich, nie da się zrozumieć. Wymykają się logice. Pewnie dlatego, że za ich funkcjowanie odpowiada inna część mózgu, niż za myślenie. Emocje trzeba czuć.

    No dobra Adamowska – ale co mają emocje wspólnego z miłością do własnego ciała? Ano duuuuużo. Miłość jest uczuciem, to wiemy wszyscy. Ale – jak stwierdził Alexander Lowen 1, z którym się zgadzam – miłość jest również emocją. “Miłość, gniew i lęk są typowymi emocjami, nazywanymi również uczuciami. Doznawanie gorąca, zimna, bólu i dotyku, wrażenia smakowe oraz węchowe są uczuciami, ale nie emocjami. (…) Emocje są ponadto przeżywane jako reakcje całego ciała. Ból mogę odczuwać na przykład w dolnej części pleców, ale gdy jestem rozgniewany, uczucie to nie jest umiejscowione czy ograniczone, bo cały jestem gniewny.”2
    Piszę to wszystko łącznie z cytatem, żeby Ci/ Wam pokazać coś, co okazało się przełomowe dla mojego procesu zdrowienia m.in. z bulimii i seksoholizmu oraz dla zbudowania miłości do własnego ciała. Co to takiego?
    Emocje są nierozerwalną częścią naszej cielesności. Są jej nieodłącznym, choć niewidzialnym elementem. Odczuwamy je w ciele i poprzez ciało. Są energią wytwarzaną wewnątrz ciała, na skutek tego, co ciało odczuwa w kontakcie ze światem zewnętrznym oraz pod wpływem myśli. W praktyce oznacza to, że sposób w jaki odczuwasz emocje, ma swoje bezpośrednie przełożenie na zdrowie, kondycję i wygląd Twojego ciała. 

    Ciało jest istotą żywą. Podlega nieubłaganym, niezmiennym procesom biologicznym, fizycznym, chemicznym i fizjologicznym. Ciało każdego człowieka potrzebuje pokarmu, wody i snu. Każdy z nas (trenerki fitness, modelki i hollywoodzkie aktorki też!!!) wydala ekskrementy i gazy. Każdej osobie wyrasta owłosienie i paznokcie. Każdy z nas się poci, miewa wypryski i wahania wagi. Zdrowe i normalne jest to, że odczuwamy pociąg seksualny. Zdrowe i normalne jest doświadczanie orgazmu – zarówno podczas seksu jak i tego wywołanego masturbacją.

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Ciało ludzkie jest plastyczne. I to poziom tej plastyczności, elastyczności ciała jest wyznacznikiem jego zdrowia. Zdrowie i kondycję ciała można rozpoznać po tym w jaki sposób się porusza. Ruchy szczęśliwego, mającego zdrowy kontakt ze swoimi emocjami człowieka są pełne wdzięku i lekkości. Ciało osoby zablokowanej emocjonalnie jest zazwyczaj skrępowane, usztywnione jakby próbowało się wbić w szablon norm kulturowych. Może być też nadmiernie pobudzone, wtedy jego ruchy są chaotyczne, nieskoordynowane, wibrujące niepokojem lub wręcz histerią.

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Na kształt ciała ogromny wpływ mają doświadczenia z dzieciństwa, bowiem tłumione emocje zostają w ciele i niejako formują to ciało od środka. Posłużę się tu fragmentem książki wspomnianego wyżej Lowen’a, bowiem doskonale pokazuje zależności, o których wspomniałam wyżej. Lowen na przykładzie ciała swojej pacjentki pokazuje, jakie “siły” to ciało uformowały. “Aby zrozumieć Annę, należało spojrzeć uważnie na jej ciało, gdyż odzwierciedlało historię jej życia. Obie połowy jej ciała wyglądały tak, jakby nie należały do tej samej osoby. Dolna połowa była pełna i ciężka, lecz prawie nie promieniowała życiem i uczuciem.Górna połowa natomiast była wąska i charakteryzowała się ładniejszą tonacją skóry oraz większą żywotnością. Anna miała pełne i kształtne piersi, co dodawało jej kobiecości, a jej oczy były duże, o łagodnym ujmującym spojrzeniu, co podobało się mężczyznom. (…) Ociężałość dolnej połowy ciała Anny wynikała stąd, że powstrzymywała się przed podnieceniem seksualnym. Zacisk talii utrzymywał tę martwotę przez zablokowanie normalnego przepływu pobudzenia w dół ciała. Równocześnie jej oddech nie dochodził do brzucha. Wyczuwałem jednak, że była kiedyś bardzo żywą dziewczynką. (…) We wczesnym dzieciństwie przywiązała się mocno do swojego ojca (…). Wiedziała, że podnieca go seksualnie, w sposób w jaki nie udawało się to jej matce. Choć kontrolował on swoje zachowanie, gnębiło go jednak poczucie winy z powodu swych uczuć; winę tę przerzucał na Annę, piętnując jako nieprzyzwoity każdy przejaw jej uczuć seksualnych. (…) Rezultat był taki, że Anna postrzegała własną seksualność jako coś nieprzyzwoitego, uczucie, które umiejscowiło się w dolnej połowie jej ciała. Nie miała innego wyboru, jak tylko odciąć się od swej seksualności, uznając równocześnie, że tego życzył sobie jej ojciec. Do czasu gdy stała się osobą dorosłą nawyk ukrywania uczuć seksualnych tak się u niej utrwalił, że często traciła wszelką nadzieję, że uda jej się znaleźć mężczyznę, którego mogłaby w pełni pokochać.”3

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Na wygląd ciała – oprócz diety i poziomu wysiłku fizycznego – bardzo mocno wpływają emocje. Doświadczam tego regularnie. Kiedy staję w obliczu trudnej sytuacji, która wywołuje we mnie poczucie zagrożenia, moje ciało automatycznie zatrzymuje wodę. Mówiąc innymi słowy po prostu puchnę. Tak było m.in. podczas happeningu w Warszawie i mojego wystąpienia w telewizji. Moje wewnętrzne dziecko utożsamiło te działania z czymś, za co mogłoby zostać ukarane przez matkę. Gromadząc warstwę amortyzującą, moje ciało niejako przygotowało się na doznanie przewidywanej kary. Kiedy zagrożenie minęło, zeszła też “emocjonalna opuchlizna”.

    Ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska Ciało jest do kochania

    Kiedyś, gdy puchłam od emocji straszliwie się tym przejmowałam. Obecnie – jestem wdzięczna mojemu kochanemu ciału, że tak dobitnie pokazuje mi, że kolejne partie schematów są gotowe na odblokowanie. 😉 To jest jeden z moich ulubionych efektów pracy z emocjami – nie tylko akceptuję to, czego nie mogę zmienić, ale wręcz fascynuję się procesem odkrywania tych wszystkich niezwykłych mechanizmów i zawiłości. Wówczas takie zjawiska jak cellulit czy wypadanie włosów stają się dla mnie wskazówkami pokazującymi, jakie emocje domagają się mojej uwagi. Ciało to istny atlas duszy. Ucząc się odczytywać znaki, które mi daje – uczę się być najprawdziwszą sobą.

    Kochać swoje ciało bezwarunkowo to znaczy kochać je całe. Kochać takie, jakie jest naprawdę. Ze wszystkimi tak zwanymi wadami, brakami, nadmiarami i innymi ‘wykroczeniami’ wobec ogólnie przyjętych kanonów piękna. Kochać je bezwarunkowo to kochać nie tylko, kiedy czujesz się w nim dobrze i komfortowo, ale także – a może zwłaszcza, gdy Ci “dokucza”. Kochać, gdy bywa osłabione, nabrzmiałe i obolałe podczas okresu. I kiedy miewa wzdęcia, wydala gazy oraz ekskrementy. Kochać równie mocno, gdy wymuskane po kąpieli i depilacji, pryskasz luksusową perfumą i zdobisz ładną bielizną, co wówczas kiedy po treningu, śmierdzi i lepi się od potu. Kochać kiedy tańczy do białego rana. I gdy wstrząsa nim spazmatyczny płacz. Kochać to ciało, które przyciąga partnerów seksualnych. I to, które siada na muszli klozetowej. To, które przytula się do ciał ukochanych osób. I to, które doznawało przemocy. Ciało jest Twoim najwierniejszym kompanem. Tylko ono zostanie z Tobą aż do śmierci. I tylko od Ciebie zależy, jaką jakość będzie miało życie, którego za pomocą swojego ciała doświadczasz.

    ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Twoje ciało, podobnie jak Twoja osobowość i cała Ty – jest unikatem. Nie ma we wszechświecie drugiej takiej postaci. Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Buduj więc swoją formę i sylwetkę w oparciu o swoje wyjątkowe, niepowtarzalne cechy i potrzeby, a nie pod dyktando wzorców narzucanych przez ludzi, którzy zarabiają dzięki podsycaniu w Tobie poczucia niższości. Kobiecy magnetyzm owszem manifestuje się poprzez ciało, ale jest kwestią niewymownie złożoną. Uroda, waga i wygląd ciała nie są sednem kobiecej atrakcyjności. Jest mnóstwo przepięknych wizualnie kobiet, które jednak emanują nieprzyjemną, a wręcz okropną energią. Czujesz tę energię i wszystko Ci opada. 😉 Z drugiej strony są kobiety, które – mimo urodowych “niedoskonałości” – mają absolutnie magiczną aurę. Obecność takich kobiet jest świetlista, ciepła i wibruje czułą życzliwością. Bycie blisko takich kobiet jest przyjemnością samą w sobie.
    Dlatego zamiast się porównywać do gazetowo-facebookowo-medialnych postaci – pracuj nad sobą, by obudzić swój niepowtarzalny kobiecy magnetyzm.

    Ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    I pamiętaj – fit “ideały” bardzo starannie selekcjonują treści, które udostępniają. Na zdjęciach i nagraniach widzisz tylko wybrane kawałeczki z życia ich ciał. Rzadko która pokaże publicznie swoje zdjęcie z pryszczem na tyłku czy wzdętym brzuchem. Pamiętaj też, że nie ma takiego zdjęcia, które oddawałoby pełny obraz człowieka. NIE ma! Jedno zdjęcie jest obrazem uchwyconym tylko z jednej perspektywy. A jak pokazują poniższe ujęcia – perspektyw są nieograniczone ilości. Spójrz chociażby na zdjęcia moich nóg. Na każdym z nich wyglądają inaczej. I żadna z fotografii nie oddaje całości i złożoności ich wyglądu. Dlatego kiedy patrzysz na zdjęcia modelek, trenerek fitness i innych “ideałów” miej świadomość, że zazwyczaj pokazują one tylko te najbardziej korzystne ujęcia swoich ciał. W rzeczywistości ich ciała – podobnie jak ciała wszystkich ludzi – są żywymi istotami i mają swoje “niedoskonałości”.

    ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska Ciało jest do kochania

    Piszę to wszystko i “ujawniam” mało atrakcyjne ujęcia swojego ciała, z różnych okresów mojego życia, żeby Ci pokazać, że ciało ludzkie – wbrew temu co nam sączą do podświadomości przekazy rodzinne, społeczne i medialne – to nie przedmiot! Ciało jest podmiotem! Ono jest po to, byś doznawała/ doznawał cudu życia. Dzięki niemu możesz odkrywać, testować, smakować poznawać i cieszyć się nieprzebranym bogactwem świata. Dostałaś/ dostałeś je, żeby realizować plan swojego serca, a nie po to, żeby spełniać oczekiwania innych ludzi względem Ciebie. Wiem, że teraz myślisz, że takiego jakie jest nigdy nie uda Ci się pokochać. Wiem, że nie wierzysz, że kiedykolwiek poczujesz w sobie miłość do niego. Ale wiem też, że 4 lata temu myślałam dokładnie tak samo, a teraz jestem zdrowym szczęśliwym, kochającym siebie i swoje ciało człowiekiem. Ty też możesz!

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Jeśli przy zwrocie “osadziłam je w emocjach” wpadłaś w konsternację, to wyjaśniam:
    Osadzić coś w emocjach znaczy tyle co: poczuć coś tak, że staje się częścią Ciebie, staje się z Tobą zintegrowane, wchodzi w skład Twoich przekonań i niejako staje się elementem Twojej tożsamości. Wiem – brzmi egzotycznie, ale w praktyce jest proste (choć niełatwe!) do wykonania. Trzeba “tylko” czasu, energii, regularności i wiedzy, jak to robić skutecznie. Ja uczyłam się pracować z emocjami z pomocą mojego partnera, a właściwie uczyliśmy się tego nawzajem. Dzięki temu osiągnęliśmy w niecałe trzy lata efekty, na które osobno pracowaliśbyśmy znacznie dłużej i mozolniej.
    Jestem absolutnie przekonana, że człowiek, aby mógł się rozwijać i wzrastać potrzebuje mieć w swoim otoczeniu osoby, od których będzie mógł czerpać inspirację, wiedzę, doświadczenie i wsparcie. I te osoby muszą – w obszarach, w których chcemy się rozwijać – być “większe” od nas.
    Gdybym sobie nie zorganizowała takiego środowiska, dalej pełzałabym po dnie Schematrix’owego szamba.
    Dlatego – mając świadomość jaaak ważne jest odpowiednie wsparcie – z serca zapraszam Cię na warsztaty CIAŁO JEST DO KOCHANIA i/lub na konsultacje indywidualne. Podzielę się z Tobą moją – zdobywaną kilka lat, czysto praktyczną i wciąż rosnącą – wiedzą. Pomogę Ci znaleźć optymalne dla Ciebie rozwiązania. Z szacunkiem i pełną akceptacją dla Twoich emocji – dam Ci przestrzeń do wyrażenia ich tak, jak będziesz tego potrzebowała.
    Przeczytaj, zastanów się, poczuj czy moja energia z Tobą współgra i czy treści, które tworzę Cię wspierają i podnoszą. Możesz być pewna, że podczas warsztatów i konsultacji dam Ci dokładnie to samo ciepło i życzliwość, jakim emanuję na moich nagraniach, bo mam jedną twarz – tę prawdziwą.

    Wiem, że ten wpis jest jak bomba emocjonalna, dlatego z serca Ci GRATULUJĘ, że dotarłaś do końca! Wierzę, że te treści – choć w obecnej chwili mogą być powalające – w dłuższej perspektywie, pomogą Ci wejść na kolejny poziom samoświadomości.

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’: https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Jeśli najbardziej potrzebujesz się skupić na swojej cielesności: https://magdaadamowska.pl/produkt/warsztaty-online-cialo-jest-do-kochania/

    Zapraszam Cię także do przeczytania innych moich tekstów: https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    Zapraszam na fanpage: https://www.facebook.com/Magda-Adamowska-Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    Nie walcz ze sobą. WALCZ O SIEBIE, bo CZŁOWIEK JEST DO KOCHANIA. 🙂

    Dodane przez
  • Blog

    KOBIETA KOBIECIE AKCEPTACJĄ

    kobieta akceptacja

    Urodziłam się jako człowiek płci żeńskiej. Powiedziałabym nawet – ultrażeńskiej.

    Kiedy patrzę na swoje zdjęcia z okresu, gdy miałam mniej więcej 2 latka, widzę małe – rozbrajające swym urokiem – Cudo. To była niesamowita dziewczynka. Odkąd pamiętam cechowała ją nadaktywność. Działanie było wpisane w jej naturę. Wszystko ją ciekawiło. Chłonęła życie całą sobą. Była rezolutna. Przebojowa. Twórcza. Zdecydowana. Czarująca. Nieustępliwa w zdobywaniu. I nieprzeciętnie wrażliwa.

    Niemal wszystko – czego potrzebowała, by stać się dojrzałą, szczęśliwą jednostką płci żeńskiej– miała w sobie. Zabrakło jej jednak – kluczowego dla prawidłowego rozwoju kobiecości – elementu… miłości dorosłej kobiety.

    Ta – rozdzierająco bolesna i miażdząco smutna – świadomość dojrzewała we mnie wiele, wiele miesięcy. Dziś widzę jaaaak bardzo nie chciałam jej do siebie dopuścić. Jak intensywnie przed nią uciekałam. I jak głęboko tkwiła i mocno broczyła we mnie Matczyna Rana.

    Jonh Bradshaw – terapeuta, autor bestsellerowych publikacji i twórca teorii wewnętrznego dziecka – w swojej fenomenalnej książce “Toksyczny wstyd” pisze:

    “Zdaniem Kaufmana bulimia, bulimia/anoreksja i anoreksja z całą pewnością rozwijają się na podłożu wstydu. Zarówno przejadaniu się jak i przeczyszczaniu towarzyszy toksyczny wstyd. Podobnie jak Tomkins, Kaufman uważa, że obżeranie się jest czynnością zastępczą. Jest substytutem niezaspokojonych, głęboko wstydliwych potrzeb interpersonalnych.”

    Dalej Bradshaw przytacza słowa Kaufmana: “Kiedy odczuwamy wewnętrzną pustkę, pragniemy fuzji z drugim człowiekiem, rozpaczliwie chcemy, by ktoś nas przytulił, tęsknimy za tym, by ktoś nas chciał i podziwiał, ale nie możemy tych pragnień zaspokoić, ponieważ kazano nam się ich wstydzić i dlatego stały się tabu – zaczynamy jeść.”

    Po czym podsumowuje: “Ale jedzenie nigdy nie uśmierzy tęsknoty, a im bardziej się tej tęsknoty wstydzimy, tym więcej jemy, by zagłuszyć wstyd. (…) Zamiast wstydzić się siebie, wstydzimy się tego, że za dużo jemy. Działa tu ten sam mechanizm, co w otyłości.”

    Co kobiece zaburzenia odżywiania i ich konsekwencje (nadwaga, zła kondycja fizyczna oraz towarzyszące im dolegliwości) mają wspólnego z brakiem zdrowej – podkreślam zdrowej, a nie stereotypowo postrzeganej – miłości ze strony matki? Według mnie – są ze sobą nierozerwalnie połączone.

    Wiesz, że słowo alimenty (przyznawane najczęściej matce “na” dzieci) pochodzi od łacińskiego “alimentare”? A alimentare znaczy jeść, karmić.

    Jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – matka jest dla dziecka bezwzględnym gwarantem przetrwania. Pokarm – zarówno ten fizyczny, jak i emocjonalny – którego dziecku dostarczy matka, kształtuje je i wyposaża na późniejsze życie. Każdy niedosyt, jakiego dozna, dziecko będzie próbowało uzupełnić. Tym łapczywiej, im większego deficytu doświadczyło.

    W moim najgłębszym przekonaniu kobiece zaburzenia odżywiania (ze wszystkimi objawami) są ściśle połączone z brakiem akceptacji, a nawet pogardą do własnej cielesności. Ale wbrew powszechnej opinii – nie chodzi tu jedynie o wygląd i gabaryty ciała. Kobieta, której życie koncentruje się głównie na czynnościach pozwiązanych z jedzeniem lub niejedzeniem, jest istotą nadwyraz NIEakceptującą samej siebie. Często wręcz gardzącą tym, jakim jest człowiekiem płci żeńskiej.

    A kiedy kobieta uczy się stosunku do własnego ciała?

    Nie. Nie w okresie pokwitania. Nie szkoła ani rówieśnicy kształtują jej sposób postrzegania swojej cielesności. Nie dzieje się to też, kiedy z ukłuciem zazdrości obserwuje – fikające w skąpych kostiumach – trenerki fitness.

    Kobieta uczy się jak ma być traktowane jej ciało… już w łonie matki. Jak pokazują – coraz liczniejsze badania – na rozwój płodu kolosalny wpływ ma styl życia matki. Każdy szczegół tego życia – od dźwięków, które słyszy, przez dotyk, jakiego doświadcza, po jedzenie, które spożywa – formuje istotę ludzką, znajdującą się w jej wnętrzu. Dziecko to ciało z ciała matki. Dziewczynka to ciało z ciała kobiety.

    Kobiecości – jako zjawiska – dziewczynka może się nauczyć tylko i wyłącznie od kobiety. Energia męska może ten proces wspierać lub zakłócać. Ale nigdy mężczyzna nie będzie miał – dla rozwoju kobiecości – tak kluczowego znaczenia, jak kobieta.

    Piszę to, bo dane mi było doświadczyć tej niesamowitej świadomości. Piszę to dziś, bo dziś dotarło do mnie na poziomie emocjonalnym… po co tu jestem. Po co jestem ja – ta konkretna Kobieta.

    Ja kobieta jestem tu po to, żeby wspierać inne kobiety. By im dawać czułą życzliwość w drodze do odkrywania – unikalnych dla każdej z nich – odcieni kobiecości. Jestem tu, by ucieleśniać intencję: kobieta kobiecie akceptacją. By własnym przykładem pokazywać, że “(…) nie musimy ze sobą rywalizować. Nie musimy się poniżać i wyszydzać. Nie musimy się porównywać do modelek i trenerek fitness. One mają swoje drogi życia, swoje niepowtarzalne misje. Ja mam swoją. I Ty masz swoją. Najważniejszym życiowym zadaniem każdej z nas jest odkryć tę najwłaściwszą dla siebie i nią podążać.”

    Kobiety Kochane! W ciągu ostatnich kilku miesięcy, ponad setka z Was pozwoliła mi dotknąć swoich najintymniejszych historii. Podzieliłyście się ze mną tym, co macie najcenniejszego – esencją Waszych serc. Czytałam Wasze wiadomości, czasami widziałam Wasze oczy i czułam Wasze energie całym ciałem.

    Kobiety Kochane! Chcę Wam – zarówno moją książką, jak i całą działanością, o szczegółach której już niedługo opowiem – powiedzieć:

    Słyszę. Widzę. ROZUMIEM. I jestem. Razem możemy odbudować to, czego nie dostałyśmy jako dziewczynki i nastolatki.

    Nie walczmy ze sobą. WALCZMY O SIEBIE.