Tagi

kobiecość

  • Blog

    CIAŁO JEST DO KOCHANIA CZ.1

    Ciało jest do kochania

    Jestem ciałem stworzonym w chwili, gdy dwa ciała stały się jednym.  Jestem ciałem stworzonym po to, by świat mógł doświadczać czułości.  Ukochując mnie,  ukochujesz najważniejsze Dzieło Boga – Duszę ubraną w Istotę Ludzką.

     

    Dedykuję ten tekst każdemu, komu nie dane było doświadczyć zdrowej, karmiącej czułości. Przytulam Was tak, jak zawsze marzyliście, by przytuliła Was Mama.

    Temat cielesności był mi niezwykle bliski od “zawsze”. Od dziecka bardzo intensywnie czułam swoje ciało. Niestety przez długie lata były to odczucia piekielnie trudne. Jako dziewczynka czułam się uwięziona we własnym ciele. Postrzegałam je jako tłuste, wstrętne, grzeszne i nieustannie domagające się jedzenia. Tętniła w nim – tak niepojęta jak arcytrudna do opanowania – energia niepokoju. Gdy stałam się nastolatką owo buzowanie tylko się nasiliło. Do odczuć wcześniej opisanych dołączyło uświadomione podniecenie seksualne. Odzywało się codziennie i z nasileniem tak potężnym, że można by nim zasilać akumulatory. Ukojenia tego nieznośnego napięcia szukałam w kompulsywnej, histerycznej wręcz masturbacji. Zdarzało mi się wywoływać orgazm nawet 15 razy pod rząd.

    Mając 13 lat zaczęłam się radykalnie odchudzać. Żywiłam się przeważnie twarożkiem, jabłkami i paluszkami. Środki przeczyszczające pomagały mi utrzymać lekkość brzucha. Romansowałam z anoreksją kilkanaście miesięcy. Najniższa waga do jakiej dobiłam to 44 kilogramy.
    Wtedy myślałam, że jedyną motywacją jak mną kierowała jest utrzymanie szczupłej sylwetki. I faktycznie – na poziomie mojej ówczesnej świadomości tak było. Chciałam się podobać, a szczupłe ciało było dla mnie głównym wyznacznikiem kobiecej atrakcyjności. Dopiero wiele lat później dowiedziałam się, że anoreksja – podobnie jak inne zaburzenia odżywiania, zaburzenia osobowości czy uzależnienia – ma podłoże emocjonalne. W książce John’a Bradshaw’a, amerykańskiego psychologa, autora bestsellerowych książek (m. in. Powrót do swego wewnętrznego domu, Toksyczny wstyd, Zrozumieć rodzinę), przeczytałam: “Anoreksja jest skrajnym przykładem podstawowego mechanizmu toksycznego wstydu – odrzucenia własnego człowieczeństwa. Anorektyczki wyrzekają się sfery emocjonalnej poprzez odmowę jedzenia, (…) stawiają jakby znak równości między pokarmem a emocjami. (…) Wiara, że można żyć bez jedzenia świadczy o całkowitym odrzuceniu swoich ludzkich ograniczeń, jest próbą bycia nadczłowiekiem.”

    Zapisuję ten cytat i przychodzi do mnie gorzkawo-drapiący wniosek. O tak! Długie lata próbowałam być nadczłowiekiem. Odcinałam się od swoich emocji na wiele innych niż głodówki sposobów. Wszystkie realizowałam przy pomocy mojego ciała. Najpierw faszerowałam je kilogramami żarcia. A kiedy mój żołądek wypełniał się po brzegi “wyrzygalności”, tak że z trudem łapałam oddech, rozpoczynałam proces uwalniania się od pożartego jedzenia. W mojej książce SCHEMATRIX W klatce ‘normalności’ opisałam to tak: “Wisiałam nad kiblem obśliniona, załzawiona, z resztkami rzygów na policzkach. Rozpaczliwie grzebałam palcami w gardle, by wydobyć z siebie, to co przed chwilą było moim ukojeniem.” I tak niemal codziennie, przez 17 lat.

    Inną – równie upadlającą jak objawy bulimiczne – torturą, jaką poddawałam moje ciało było pozwalanie mężczyznom, by traktowali je, jak żywy przedmiot. Tu chciałabym wyjaśnić coś bardzo ważnego – tortura miała głównie charakter emocjonalny. Poczucie upokorzenia wywoływał we mnie fakt, że dopuszczałam do sytuacji, w których moje ciało było traktowane, jak narzędzie do zaspokajania cudzych kaprysów. Jakby było zabawką do użycia, a nie żywą, czującą istotą. Dopuszczałam do tego, bo nie potrafiłam stawiać granic tam, gdzie stawiać je potrzebowałam.

    Poza upokorzeniem kłębiło się we mnie mnóstwo innych emocji i stanów emocjonalnych. Od poczucia winy i potwornego wstydu, przez obrzydzenie do siebie i tych mężczyzn, którym nie umiałam odmówić, po wściekłość i gniew wyrastające z bezsilności. Te i wiele innych odczuć kumulowało się w moim ciele (piszę o tym w drugiej części wpisu, tu link do niego: https://magdaadamowska.pl/cialo-jest-do-kochania-cz-2-emocje-a-cialo/

    Był w tych wszystkich niszczących mnie zachowaniach jeden kluczowy łącznik – oblepiająca, miażdżąco-zniewalająca, wżerająca się w najgłębsze zakamarki duszy nienawiść do własnego ciała. Owa nienawiść była skomplikowanym, wielowarstwowym, długotrwałym stanem emocjonalnym, a nawet postawą wobec samej siebie. Doświadczałam jej wielorako. Z jednej strony czułam do mojego ciała – momentami wręcz porażającą – pogardę. Były momenty, kiedy patrzyłam na swoje uda czy brzuch i wzbierał we mnie wstręt. Ten ohydny cellulit, te paskudne fałdy, to okropne poczucie napompowania!!! Oooo! Jak ja wtedy nie chciałam żyć w tym cielsku!!! Jak ja nie chciałam być tym cielskiem!!! Czułam się jak monstrum. Z drugiej strony, kiedy miałam głodny, pusty brzuch lubiłam moje ciało. Lubiłam, a nawet uwielbiałam doznania, jakich mi dostarczało. Uwielbiałam seks z mężczyznami, którzy mi się podobali i do których mnie ciągnęło to elektryczno-magnetyczne “coś”. Uwielbiałam ubierać się w leciutkie, zwiewne fatałaszki i kołysać biodrami przechadzając się na szpilkach. Uwielbiałam całą feerię doznań zaklętych w męskim dotyku – od pocałunków w szyję, przez seks oralny, po ekstatyczną, dziką kopulację. Ale świadomość, że odczuwałam to wszystko napawała mnie wspomnianymi wcześniej: poczuciem winy, wstydu i obrzydzenia do siebie.

    Do powyższych odczuć dochodziły inne, jak ambiwalentny stosunek do czynności jedzenia, która była dla mnie na zmianę rozkoszą smakowania i katorgą wymiotowania. Dręczyłam moje ciało także przy pomocy piekielnie niewygodnym ubrań, w które wbijałam się “żeby ładnie wyglądać”.
    Bywało, gdy w napadach furii brutalnie szczypałam się po brzuchu, biłam po twarzy i udach albo szarpałam za włosy. A kiedy atak wściekłości mijał, rozładowywałam resztę napięcia kilkoma orgazmami.

    Tak – moje ciało to absolutnie niesamowita istota. Nikt nie wycierpiał przeze mnie tak dużo i nikomu nie dałam takiej ilości ekstazy, jak jemu.

    Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo jestem szurniętą ekshibicjonistką onanizującą się historią własnego życia? A może chcę zrobić karierę na skandalu? Hmm… znam znacznie bardziej przyjemne i skuteczne sposoby na osiągnięcie satysfakcji – zarówno fizycznej, emocjonalnej jak i finansowej – niż przyznawanie się do swoich życiowych dołów, bagien i zakrętów.
    Dzielę się tym wszystkim z Tobą/ z Wami, bo jestem – najgłębiej jak to możliwe – przekonana, że bez odkrycia “ciemnej” części prawdy o sobie, NIE miałabym szans wyzdrowieć i zmienić swojego życia. Powtórzę – bez przyznania się do tego, że ma się problem, nie da się problemu rozwiązać. Dzielę się tym, bo wiem i czuję, jak bardzo świadomość, że nie jest się jedyną osobą, która doświadcza tych wszystkich emocjonalnych zawiłości, może być uwalniająca. Bo pamiętam jaaaak bardzo mi pomogły świadectwa ludzi, którzy rozpoczęli swoje procesy odzyskiwania siebie przede mną. Dzielę się, bo tylko dzieląc się nimi, mogę pomnożyć najcenniejsze skarby, jakie podarowało mi życie. Akceptację. Zrozumienie. Wiedzę. Czułość. Życzliwość. I umiejętność kochania siebie, która na nich wyrosła.
    Chcę Ci/ Wam tym i każdym innym moim tekstem, książką i całą działalnością pokazać, że da się wyjść nawet z najgłębszego bagna. Proces zmiany na lepsze jest trudny, bolesny i długotrwały, ale WARTY absolutnie każdego wysiłku. Przede wszystkim dlatego, że efekty pracy z emocjami są nieodwracalne. Im więcej rozbrajasz schematów eMOCjonalnych, tym bardziej wzrasta Twoja MOC. Życie, nie staje się łatwiejsze, lecz Ty – będąc w coraz bliższym kontakcie ze sobą – stajesz się MOCniejsza/MOCniejszy. “Nagle” dostrzegasz rozwiązania, które wcześniej schowane były za parawanem Twoich lęków, wstydów i bezradności. I przede wszystkim zaczynasz rozumieć siebie.

    Cały mój proces uzdrawiania traum z dzieciństwa, odzyskiwania siebie oraz budowania miłości do siebie i mojego ciała był (i zawsze już będzie) w swej istocie pogłębianiem zrozumienia dla tego kim naprawdę jestem. Zrozumienia własnych potrzeb, pragnień, ograniczeń i możliwości. W tym niezwykłym procesie, dane mi było dotrzeć do szalenie ważnych świadomości i wniosków. W drugiej części wpisu CIAŁO JEST DO KOCHANIA, przedstawię te z nich, które pomogły mi zbudować i nieustannie pomagają wzmacniać moją miłość do własnego ciała.

    Chcę żebyś miała/miał świadomość, że są to wnioski ogólne i przedstawiam je w bardzo dużym skrócie i uproszczeniu.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.

  • Blog

    SAMOAKCEPTACJA po Adamowsku

    Samoakceptacja, poczucie własnej wartości, miłość do siebie

    Jak głęboka jest Twoja miłość?

    “Zawsze mnie pociągały kobiety piękne, ciepłe i mądre jednocześnie, ale Ty już przesadzasz./ Ależ Ty jesteś cudownie piękna. Modelki się nie umywają./ Kochanie jesteś kobietą ideałem: piękną, mądrą i troskliwą. Jestem szczęściarzem,  mając Cię w moim życiu./ Moja rodzina i przyjaciele pokochali Cię od razu. Masz wyjątkową aurę.”  To tylko kilka z setek pięknych komplementów, jakimi obdarzali mnie bliscy mężczyźni. I przyznaję, że wielką przyjemność sprawia mi zarówno słuchanie pochwał, jak i opowiadanie o sytuacjach, w których zostałam doceniona.

    Ale wbrew pozorom w samoakceptacji nie chodzi o to, co mówią o Tobie ludzie, nawet Ci najbliżsi. Chodzi o to, żeby się nauczyć postrzegać siebie, jako kogoś NIEZASTĄPIONEGO dla świata. Żeby poczuć, że ja – konkretny Człowiek, ta konkretna Istota ludzka jestem na tym świecie CELOWO, że moje życie ma głębszy SENS. I że swoją energią mam pomagać i wspierać inne Istoty ludzkie w ich życiu w zgodzie z sobą. To jest dla mnie sedno samoakceptacji – poczucie, że jestem na tym świecie PO COŚ WAŻNEGO i POTRZEBNEGO.
    I tak – są miliony kobiet, które można uznać za znacznie ładniejsze ode mnie. Są miliony kobiet z taką wiedzą, jakiej nigdy nie posiądę. I miliony tych, które dają światu więcej ciepła. Ale ja, ta konkretna kobieta jestem TYLKO JEDNA. Nie “jedna na milion”, ale jedyna na tej planecie. Nikt mnie nie powtórzy ani nikt nie zastąpi. Tak, jak nikt nie powtórzy ani nie zastąpi Ciebie.
    Dlatego kiedy pomyślisz, że Twoje życie nie ma sensu – zapytaj: A KTO TAK TWIERDZI? A potem spójrz sobie prosto w oczy. W milczeniu. Popatrz w oczy Istocie ludzkiej, jaką jesteś. Prosto w oczy. Nie na nieidealne uszy czy niewyrzeźbiony brzuch. W oczy. I usłysz, co Ci mówi Twoje serce.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.

  • Blog

    DZIKOŚĆ (MOJEJ) DUSZY

    Dzikość duszy wpis blogowy

    Odkąd pamięta czuła się wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i zupełnie INNA niż cała reszta świata.

    Uwielbiała spędzać czas sama ze sobą.

    Wśród przyrody czuła się jak w domu.

    Przestrzeń. WOLNOŚĆ. Wiatr we włosach. I ten nieuchwytny zapach słońca i powietrza na skórze.

    Uwielbiała lato. Czas sianokosów i obfitość sezonowych owoców. Do dziś pamięta obłędny smak przypalonych w ognisku ziemniaków i grzybów przypiekanych na blaszanej patelni.

    Pływanie w dzikich, rzecznych zatoczkach było dla niej rozkoszą. Czuła wtedy, że ona, jej ciało i wszystko wokół stanowią jedność. W tej magicznej chwili nie potrzebowała absolutnie nic więcej do pełni szczęścia.

    Kochała zwierzaki. Miała poczucie, że rozumieją, o czym do nich mówi.

    Ludzie w jej życiu stanowili… publiczność. Potrzebowała tylko, żeby byli. Żeby patrzyli, słuchali i cieszyli się jej twórczością i chwilową obecnością. Potrzebowała ich tylko na jakiś czas. Żeby się podzielić kawałeczkiem swojego magicznego świata. Ale nie chciała go nikomu oddawać, bo to był TYLKO JEJ ŚWIAT.

    Uważała, że ludzie powinni to rozumieć i akceptować, że ona jest TYLKO SWOJA. Że przychodzi i odchodzi kiedy chce.

    Uważała, że jej magia jest zbyt cenna i zbyt unikatowa, by mógł jej dotknąć byle kto.

    Ludzie nigdy jej nie rozumieli tak, jak potrzebowała być rozumiana. Zawsze chcieli więcej niż ona chciała dać. Chcieli być bliżej i “ważniej” niż mogła im na to pozwolić.

    Kilka razy próbowała wpuścić kogoś W-ażnego bliżej swojego magicznego świata, niż pozwalały na to dekrety jej duszy, ale zawsze kończyło się to źle dla niej i dla tego kogoś.

    Widzisz są na świecie Dusze, dla których WOLNOŚĆ jest jedynym i niezastąpionym DOMEM.

    Są Dusze, które by móc powiedzieć “tak”, najpierw muszą postawić kategoryczne “nie”.

    Są Dusze, których najważniejszą rolą jej bycie magicznymi i magnetycznymi.

    Ich przeznaczeniem jest doświadczanie cudu życia. Zachłannie i niepowstrzymanie. Całą powierzchnią swojego istnienia.

    Kiedy spotkasz taką Duszę – nie próbuj jej zawłaszczać ani zatrzymywać przy sobie. Nie ma takiego zaklęcia, które uczyni ją nie-sobą.

    Nie zakładaj jej kagańca zobowiązań i deklaracji.

    Nie próbuj wyregulować jej wielokątnej tożsamości.

    Nie próbuj szukać dla niej definicji.

    Ta Dusza jest jak wiatr – w zamknięciu umiera.

    Nie pochwycisz jej, bo schwytana roztapia się w nicość.

    Jeśli dane Ci będzie dotknąć jej magii – chłoń każdą nanosekundę jej obecności.

    Niech jej niepowtarzalna energia Cię nakarmi i wzMOCni.

    Podziękuj za piękno i dobro, którym Cię ubogaciła.

    Zachowaj w sercu nektar jej życzliwości.

    A potem pozwól jej odejść tam, gdzie WOLNOŚĆ, tam gdzie jej jedyny DOM.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.

  • Blog

    SEKSUALNA NIEBEZPIECZNA czyli JAK ROZWALIŁAM KOLEJNY PASKUDNY SCHEMAT

    Kobieta seksualna, kobiecość, seksualność kobiety

    “To czego się najbardziej boimy to wskazówka o tym, gdzie leży największy skarb naszej duszy. Lęki są strażnikami broniącymi wejścia do jaskini ze skarbem.”
    /Cytat z blog’a Moonsetstory – Astrologia pełni/

    Niedawno zrobiłam nagranie o tym, że nie da się dokonać zmiany na lepsze, jeśli człowiek nie przyzna się przed samym sobą, że ma problem i na czym konkretnie ten problem polega. Tym wpisem chcę Wam pokazać, jak niesamowicie skutecznie działa ta metoda w moim życiu. I jakie “czary” się dzieją, gdy człowiek daje sobie pozwolenie na wsłuchanie się w swoją prawdę. Schemat, który tu opiszę był cholernie złożony i trawił mnie przez wiele lat. Rozbrojenie go zajęło mi kilka miesięcy.

    Odkąd rozesłałam książki do osób, które wsparły zbiórkę na jej wydanie… spora część mnie zaczęła się zapadać w mrok. Wykonałam zadanie – doprowadziłam do ucieleśnienia mojego “dziecka”. Kilkunastomiesięczna batalia – o zapewnienie sobie warunków do tego, by mogło powstać, by przybrało konkretną formę oraz by trafiło do czekających na nie odbiorców – wyczerpała mnie w stopniu zatrważającym. Na wiele tygodni opadłam z sił. Straciłam też ogromną część mojej MOCy, kobiecej mocy. Długo docierałam do świadomości, gdzie swoje źródło miało to osłabienie.

    Kiedy zaczynałam pisać książkę kibicowało mi sporo znajomych kobiet. Zachęcały mnie i motywowały do pracy nad treściami, które pierwotnie miały dotyczyć tylko zaburzeń odżywiania. I wszystko było pięknie do… lipca 2017 roku, kiedy to bezczelna Adamowska otworzyła puszkę Pandory. Puszkę z najbardziej palącym kobiecym wstydem – wstydem bycia człowiekiem płci żeńskiej. Wstydem posiadania ciała podlegającego – niezmiennym i nieubłaganym – prawom natury. Ciała, które odczuwa czysto zwierzęce popędy i którego każda komórka przechowuje pamięć przeszłych doświadczeń. Ciała, które od pierwszych chwil swojego istnienia – uczy się jak ma być traktowane. Ciała tak często zniewalanego pułapkami umysłu.

    W swojej naiwności wierzyłam, że kobiety (zwłaszcza te, które pierwotnie mi kibicowały) będą mnie wspierać w propagowaniu wiedzy o tym, jak te pułapki rozbrajać. Że będą się chciały nauczyć miłości i akceptacji do swojej kobiecej cielesności. Że będą czerpać z mojej wiedzy garściami. Rzeczywistość okazała się mniej różowa niż moje nadzieje. Wraz z doświadczeniami kolejnych miesięcy, przytłaczająco i boleśnie krzepło we mnie przekonanie, że dla pewnej – niestety licznej – grupy kobiet, moja wiedza i ekstremalna szczerość są po prostu… nie do zniesienia. I że dla tych kobiet zawsze będę… trędowata. Niczym chodzący wrzód, albo jak baner z napisem: “Nie patrz tam, bo nie daj Boże zobaczysz swoje błędy! Nie słuchaj, bo jeszcze się okaże, że to Cię dotyczy! Nie dotykaj, bo to obudzi BÓL. A ból może Cię powalić. I będziesz musiała się wysilić, żeby wstać.”

    Jeszcze jakiś czas temu myślałam, że to tylko moje filtry. Że patrzę na opisane wyżej kobiety przez pryzmat mojej trudnej relacji z matką. Ostatnie miesiące pokazały mi dobitnie, że ich dezaprobata łamana na wrogość wobec mnie, nie jest jedynie moim wyobrażeniem, lecz faktem.
    Wiesz co niemal zawsze okazywało się w moich interakcjach z kobietami punktem zapalnym? Moja – szeroko pojęta – seksualność. To jaki mam sposób ekspresji swojej płciowości. Jaką energię emituję. Jak się poruszam, jak wyglądam, jak mówię. I – co znamienne – jak reagują na mnie mężczyźni. Gdy dochodzi do tego wiedza o tym, że pracowałam jako prostytutka – niektóre kobiety nawet nie próbują ukryć swojej odrazy do mnie. W pewnej dziennikarce moja postać wzbudziła tak potężne emocje, że podczas rozmowy ze mną omal nie zwymiotowała. (Może kiedyś o tym opowiem). Niedawno podczas mojego wystąpienia, gdy powiedziałam, że wykonywałam najstarszy zawód świata, po sali przebiegł skrytojadowity szmer. Chwilę później usłyszałam szept młodej kobiety: “Chyba dziwka”. Zakuło, przyznaję. I skurczyłam się dość mocno pod naporem energii zawstydzenia i pogardy, jaką emitowali odbiorcy. Kobiety bardzo skrupulatnie unikały – nawet wzrokowego – kontaktu ze mną. Gdyby nie obecność jednej bliskiej mi osoby, chyba bym się tam popłakała z bezsilności, upokorzenia i rozgoryczenia. A tak wytrzymałam do końca spotkania. Potem chyba z pół godziny ryczałam w hotelowej toalecie.

    Ale nie byłabym sobą, gdybym i na tym bólu nie urosła. A urosłam, bo pozwoliłam sobie go poczuć całą sobą. Efekt? PRZEŁOM. Tak uwalniający, jak niespodziewany. Dwa dni po wspomnianym zdarzeniu – ubrana w jedną z ulubionych sukienek i ukochane niebieskie szpilki – wyszłam na spotkanie z przyjacielem. Wyczekiwałam tego spotkania z ogromną radością, bo uwielbiam nasze nasiadówki o smaku whisky z truskawkami. Wychodziłam z domu w doskonałym nastroju. Szłam wolno, delektując się cudowną pogodą. Moje ciało (zwłaszcza jego środkowa część 😉 kołysało się miarowo i spokojnie. Mimo dziesięciocentymetrowych obcasów, bardzo wyraźniej czułam łączność z podłożem. Nic nie zapowiadało tego, co stało się chwilę później. Nagle poczułam na sobie wzrok siedzących na ławce kobiet. Był surowy, zimny i kolczasty. Powietrze zawibrowało od kąśliwych uśmieszków. Miały tę samą częstotliwość, co pomruki we wspomnianej wcześniej sali. I wtedy – delikatnie niczym szelest skrzydeł Aniołów – spłynęła na mnie MOC. Moc mojej przebudzonej Kobiecości. Moc, której przez długie miesiące za nic w świecie, nie potrafiłam (re)aktywować.
    Spojrzałam na każdą z tych kobiet. Prosto w oczy. Z całą śmiałością i dumą, jakie się zawierają w słowie samoakceptacja. Stałam prosta jak trzon łuku. Przenikając je wzrokiem ostrym niczym grot strzały. Stałam osadzona jak drzewo. Niewzruszona, a nawet wyniosła. Żadna – nawet przez kilka sekund – nie utrzymała mojego spojrzenia. To było jedno z najpiękniejszych zwycięstw, jakie odniosłam. Poczułam, że absolutnie, bezapelacyjnie pokonałam ten Strach. Strach przed agresją kobiet. Agresją tuczoną zawiścią i podlewaną kompleksami. Agresją, która wyrasta na glebie samotnej, smutnej bezradności. Agresją, tak dojmująco tożsamą z tą, którą tętniła postać mojej matki. Pierwszy raz w życiu poczułam, że ją pokonałam. Totalnie. Jej władza nade mną rozpłynęła się jak poranna mgła rozmywa się w słońcu. Po moim ciele rozlał się ciepły, jasny, miękki SPOKÓJ. Jeśli to nie był CUD to nie wiem, co nim jest.

    Wraz z tym spokojem przyszła pewność – jestem już gotowa. Gotowa na kolejny etap mojej drogi. Gotowa na to, by wyznaczać granice swojej autonomii jeszcze wyraźniej i by pilnować ich z całą stanowczością i walecznością, jakie dane mi było wypracować. Oraz by uczyć kobiety, które zechcą po tę naukę sięgnąć, jak to robić. Jak walczyć o swoją Prawdę. Jak wypracować w sobie zgodę na bycie człowiekiem płci żeńskiej. Jak pokochać swoje kobiece ciało. Jak słuchać, by słyszeć własne serce. Tak – jestem najgłębiej jak to możliwe – przekonana, że zgoda na siebie to najważniejszy klucz do szczęścia. A ja chcę być szczęśliwa. Nawet jeśli mój sposób bycia będzie wzbudzać skrajnie trudne emocje. Nawet jeśli – dla jakiejś grupy kobiet – zawsze będę tylko byłą dziwką. Nawet jeśli będą patrzyły na mnie z – równie silną jak ta, którą “częstowała” mnie matka – pogardą.

    Cóż… Życie to sztuka wyboru. Ja wybieram siebie. Siebie, która tańczy na ulicach, przytula nieznajomych i mówi wprost o skutkach przemocy. Siebie, która równie mocno jak brokuły i szparagi lubi lody i wino. Siebie, która bywa domowym trollem w starych dresiorach i ultra seksowną kocicą, której taniec hipnotyzuje. Wybieram siebie niestandardową, odmienną i przedziwną. Tę, w ramionach której można się schować i tę, której wrzask rozdziera powietrze. Tę, która płacze i śmieje się tak głośno i długo jak potrzebuje. Tę, która oprócz fizycznych cycków, ma emocjonalne jaja vel odwagę, by żyć po swojemu i dla siebie. I tę, która – choć oczami wyobraźni widzi zdegustowane miny moralistek – będzie śmiało i konsekwentnie iść własną drogą. Tak mi dopomóż moje serce i Dobre Dusze, których coraz więcej wokół mnie.

    PS Ten tekst jest dla mnie absolutnie PRZEŁOMOWY, bo zamyka stare i otwiera NOWE przestrzenie mojej świadomości.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.

    Dodane przez
  • Blog

    NIE-PODLEGŁA znaczy WYZWOLONA czyli kobieca wolność po Adamowsku ;)

    Kobiety niezależne, kobiety wolne, kobiety akceptujące siebie

    Urodziłam się w 1984 roku. Odkąd pamiętam Święto Niepodległości kojarzyło mi się z powiewającymi na wietrze flagami i dniem wolnym od codziennych obowiązków.

    Niemniej dopiero jako 33-letnia kobieta pojęłam, czym w swej istocie jest NIEpodległość.

    Co ciekawe, do wniosków, które tu przytoczę, pomogła mi dotrzeć – dokładnie 11 listopada, w dzień ultrapatriotyczny dla Polski – rodowita Kenijka. 😉

    Poznałam ją kilka dni temu. Jechałyśmy tym samym autobusem. Zachwyciła mnie jej uroda. Odurzająco piękna karnacja, w kolorze czekolady. Ogromne oczy, błyszczące niczym czarne brylanty. Bajeczne ciemne loki. Zapatrzyłam się. Wyglądała jak posąg.

    Kiedy przygotowywała się do wyjścia, szepnęłam jej do ucha: “You are extremly beautifull! WOW!!!”. Wysiadłyśmy na tym samym przystanku. Towarzyszył jej przesympatyczny młody mężczyzna, również pochodzący z Kenii.

    Moją – niezgrabną jak kilkudniowy źrebaczek – angielszczyzną zaczęłam z nimi rozmawiać. Okazało się, że to ich pierwsze tygodnie w w Lublinie. Przyjechali do Polski w ramach studenckiej wymiany. W trakcie rozmowy moja fascynacja nimi tylko się pogłębiała, więc zaproponowałam, żebyśmy w sobotni wieczór “going to drink some local beer and dancing maybe” (tak wiem – mój angielski jest na zastraszającym poziomie 😉

    Wybraliśmy się na umówione “local beer and dancing”. Oni, ich dwóch znajomych, “mój” Bartek i ja. Spędziliśmy ze sobą kilka godzin. Najpierw w mocno obleganym pubie, potem na dyskotece. Miałam możliwość przyjrzeć się z bliska, zarówno polskim kobietom, jak i nowopoznanej, egzotycznej znajomej. Kiedy odespałam tę magiczną noc, zaczęły do mnie docierać szalenie ważne świadomości.

    Zrozumiałam, że egzotyka Eve (tak ma na imię “moja” kenijska fascynacja) tylko z pozoru polega na odmienności jej urody. Bo czy wśród Słowiańskich kobiet brakuje urodowej różnorodności? Czy po polskich ulicach chodzą tylko niebieskookie, różanolice blondynki? Nie. My Słowianki – pod względem wizualnym – często różnimy się od siebie nazwajem, równie mocno, jak ja różnię się od rdzennej Afrykanki.

    Co więc tak intensywnie odróżnia Eve-Kenijkę od Polek-Słowianek?

    Według mnie – zgoda na własną kobiecość. Kobiecość rozumianą jako wielopłaszczyznowe zjawisko, obejmujące wszystkie wymiary funkcjonowania człowieka płci żeńskiej: cielesny (w tym seksualny), mentalny, emocjonalny oraz duchowy. To jest ten “factor X”, który ona wyssała z mlekiem matki, a którego my – Polki-Europejki od maleńkości byłyśmy regularnie, okrutnie – choć bezrefleksyjnie – pozbawiane przez kobiety z poprzednich pokoleń.

    Zagotowało się w Tobie? Szumi Ci w głowie wątpliwość pt. co ta Adamowska bredzi? Mam nadzieję, że tak! Im bardziej Cię to poruszyło, tym goręcej zachęcam do dalszej lektury. Dlaczego? Bo natężenie pobudzenia świadczy o intensywności nieuwolnionych, starych emocji, które proszą o… wyzwolenie z Twoich: ciała i podświadomości. Poczuj więc te treści całą sobą. 😉

    Na czym więc polega zgoda na własną kobiecość, którą przypisuję Eve, a której brak “zarzucam” większości Polek, jakie dane mi było obserwować? Czy to nie nazbyt duże uogólnienie? Przecież sama napisałam, że się od siebie bardzo różnimy.

    Owszem, są obszary – jak choćby wspomniane wcześniej typy urody – w których różnice są nie do podważenia. Ale mamy również sporo cech wspólnych. Jak je postrzegam?

    Moim zdaniem Polki – bez wątpienie – są pięknymi kobietami. Mają w sobie subtelną sensualność, serdeczność, czułość, grację i charakterystyczny dla Słowianek sposób ekspresji. Są absolutnie niesamowite, jako przedstawicielki tej konkretnej rasy. Niestety… równie mocno jak wyjątkowe, są też zakompleksione, stłamszone i totalnie nieświadome swojego (zewnętrznego i wewnętrznego) piękna. Komplementowane peszą się albo milkną, niekiedy wręcz złoszczą się lub negują otrzymaną pochwałę.

    Są też takie, które mylą umiejętność okazywania – najczęściej powierzchownej – pewności siebie, ze zdrowym poczuciem własnej wartości. W zachowaniach mających na celu demonstrację ich walorów, pobrzmiewa – żeby nie powiedzieć ryczy – potężny deficyt samoakceptacji.

    Zarówno te z pierwszej, jak i z drugiej grupy swoje – subiektywnie odczuwane – lęki, kompleksy i braki, projektują na… inne kobiety. Kobiety, z którymi – mniej lub bardziej świadomie – rywalizują o… no właśnie o co? O poczucie bycia tą lepszą. Jeśli nie ładniejszą, to mądrzejszą i na odwrót. Jeśli nie lepiej wykształconą, to bogatszą. Jeśli mniej kochaną, to lepiej zorganizowaną. Jeśli z kiepską kondycją fizyczną, to bardziej skoncentrowaną na zdobywaniu wiedzy.

    Podobne obserwacje poczyniłam już dawno, dawno temu, ale dopiero wczoraj – “dotknięta” egzotyczną energią Eve – osadziłam tę świadomość w emocjach.

    Co więc ma ona, czego brakuje – niestety wielu, wielu – Polkom? I jak warto do tych braków podejść, by ich świadomość nas budowała, zamiast osłabiać? Recepta jest tak banalnie prosta w zrozumieniu, jak cholernie trudna w realizacji. A brzmi: zamiast rywalizować – czerp od innej kobiety inspirację. Nawet – a może zwłaszcza – jeśli czujesz, że przewyższa Cię w ważnej dla Ciebie dziedzinie. Korzyści tego rozwiązania naprawdę nie da się przecenić.

    Kiedy Eve usłyszała ode mnie, że uważam ją za ekstremalnie piękną nie zaprzeczała, nie deprecjonowała siebie, nie była zakłopotana. Ze wzruszeniem, ale pewnie odpowiedziała na mój komplement: “Thank You. You too.”

    Dzięki jej zgodzie na własną – uderzająco bujną – kobiecość, poczułam przestrzeń i pełną swobodę do wyrażania mojej. W konsekwencji tego obie – nieskrępowane blokadami emocjonalnymi drugiej strony – bawiłyśmy się doskonale w swoim towarzystwie. Dając sobie pozawebralne przyzwolenie na bycie najlepszą, bo najprawdziwszą wersją samych siebie, podarowałyśmy sobie i sobie nawzajem przecudne doznania. Nakarmiłyśmy się tym, co w każdej z nas – pod wpływem akceptacji tej drugiej – tak płynnie i lekko rozkwitło. W dyskotece – pełnej prześlicznych polskich studentek – weszłyśmy na podwyższenie i tańczyłyśmy z dziką radością wolnych, kochających swoje ciała kobiet.

    Gdy managerka klubu – widząc jak cudnie wygląda i tańczy Eve, zaproponowała jej pracę hosstessy – skakałam z radości razem z nią. Ogromnie mnie ucieszyło to, że inna kobieta doceniła – skądinąd bezdyskusyjne – zalety “mojej” pięknej Kenijki. O szczęściu, wypisanym na ślicznej buzi Eve, nie wspominając.

    No dobrze, ale jak to wszystko się ma do NIEpodległości i schematów narzucanych nam przez przez kobiety z poprzednich pokoleń? Hmm… A od kogo się w dzieciństwie i młodości uczyłaś, co jest kobiece? Kto Ci codziennie pokazywał jak się zachowuje (dorosła) kobieta? Czyj sposób realizowania własnej kobiecości obserwowałaś przez kilkanaście pierwszych lat życia? Okresu kluczowego z punktu widzenia formowania się Twojej kobiecości. Tadam!!!

    Zachowania, postawy i przekonania naszych prababek, babek i matek ukształtowały nas w konkretne Istoty płci żeńskiej. Gdybyśmy zamiast słuchać, że “Dziewczynki mają być grzeczne.” słyszały: “Jesteś cudowna taka, jaka jesteś.”… Gdyby nasze ciała były traktowane z czułością i szacunkiem… Gdyby nasze potrzeby i sprzeciwy były respektowane… Gdybyśmy czuły, że mamy prawo upadać, testować, błądzić i szukać najlepszych dla siebie rozwiązań… Gdybyśmy to dostały, jako dziewczynki, dawałybyśmy to sobie i innym, jako kobiety. Skorupka nasiąka wszystkim, co ją otacza, nie tylko tym, co chcą lub umieją dostrzec ci, który to otoczenie formowali.

    NIEpodległa vel WYZWOLONA kobieta to ta, której każdy dzień jest Dniem Niepodległości. Strzeże własnych granic, jak bram świątyni. Nie dlatego, że “nienawidzi tego, co jest poza tą światynią, ale dlatego, że kocha to, co jest w jej środku”.

    NIEpodległa vel WYZWOLONA kobieta to ta, która miękko niczym unoszona wiatrem flaga, płynie z prądem swojego przeznaczenia. Płynie, będąc jednocześnie mocno ugruntowaną w fundamentach – zgodnych z jej duszą – wartości.

    NIEpodległa vel WYZWOLONA kobieta to ta, która – mimo bólu, strachu i wstydu – nie podaje się. I walczy. Ale nie ze sobą, lecz O SIEBIE. Walczy, by być dla siebie i dla innych energią akceptacji. Akceptacji, na której może rozkwitać Przestrzeń Świadomej Kobiecości.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.