Tagi

samoakceptacja

  • Blog

    DZIŚ SĄ MOJE 34-TE URODZINY. OSTATNIE i PIERWSZE.

    Magda Adamowska Schematrix

    “Nigdy nie zamkniesz swojego serca. To z jego otwartości płynie Twoja wrażliwość i Twoja Siła. Wchodząc w swoje najmroczniejsze rejony, otwierasz je na działanie Światła i od tego momentu następuje wymiana. Otwierając się na działanie Mocy w Tobie, wspierasz tę Moc i pozwalasz jej wyrażać się coraz to pełniej. Poczułam, jak czysta energia-misja, którą ucieleśniasz i wprowadzasz w życie wypełnia Twoje ciało i wypływa z niego, by nieodwracalnie zmieniać ludzkie życia. Dając sobie, dajesz światu.

    Obraz ze zdjęcia oraz tekst w cytacie są intuicyjnym portretem mojej duszy wykonanym przez Sylwię Kuleszę, której z całego mojego Adamowskiego serca DZIĘKUJĘ za ten – bezapelacyjnie najpiękniejszy – prezent, jaki w życiu dostałam.

    Dziś – 23 lipca 2018 roku kończę 34 lata. Od kilku dni osiada we mnie niezachwiana pewność – to są moje ostatnie urodziny w starym i pierwsze w NOWYM życiu. Taki dzień-portal między przeszłością, którą zostawiam za sobą , a przyszłością, na którą OTWIERAM serce i umysł. Urodziny absolutnie magiczne jak moja cyfra urodzenie czyli 7 ((34- 3+4= 7).
    I jak to ja – zrobiłam sobie takie giga podsumowanie swojej dotychczasowej egzystencji. A że 7 symbolizuje pełnię, całość oraz związek czasu i przestrzeni porównałam siebie z teraz do siebie sprzed 7 lat. Oto jakie wnioski mi się objawiły. Owocnej lektury!

    Magda, 27 lat. Chodząca elegancja. Nie wychodzi z domu bez makijażu i szpilek. Dla otoczenia czarująca, uczynna, przedsiębiorcza kobieta. Zdaje się,  że ze wszystkim radzi sobie koncertowo. Problem do rozwiązania? Magda jest bardziej czuła od poduchy! Pieniądze do pożyczenia? Magda wyczaruje. Piesek do przygarnięcia? Schronisko pod wezwaniem Matki Boskiej litościwej czynne 24/7. Aż trudno sobie wyobrazić, żeby Magdy nie lubić. To przecież taki wspaniały człowiek. A jednak – jest osoba, która Magdy nie znosi. Nie cierpi jej tak mocno, jak tylko można sobie wyobrazić. Kiedy na nią patrzy – czuje wstręt. Kiedy o niej myśli – w ciele wibruje jej pogarda.
    Widzisz, to co Magda pokazuje na zewnątrz, nijak się ma do tego, kim jest naprawdę. Magda, którą widzi świat to chodząca iluzja. Człowiek-awatar. Człowiek-eksponat. Człowiek-baner z napisem “emocjonalna impotencja – podchodzisz na własną (nie)odpowiedzialność”. Magda nigdy się nie przyzna, że pod maską uroczej, zaradnej, pachnącej feromonami pomiesznymi z perfumą od Chanel kobiety… kuli się malutka dziewczynka. Porażająco smutna, zdruzgotana, złamana w pół jak trzcina dziewczynka, która nigdy nie doświadczyła nawet muśnięcia akceptacji i miłości. Magda nigdy się nie przyzna, że nienawidzi tej dziewczynki. Nie cierpi jej jak najgorszego wroga. A tymczasem ta dziewczynka żyje w jej umyśle. Ta dziewczynka jest… jej ciałem.

    Magda 34 lata. Chodzący rozgardiasz. Jej ulubiona sukienka ma ponad 5 lat. Dawno wyblakła od prania i prześwituje tak, że widać pod nią nagie ciało. Magda czuje się w niej wolna i swobodna tak bardzo, że nie oddałaby jej za żadną kreację od paryskiego projektanta. Magda lubi ludzi. Jest im życzliwa i daje na wstępie spory kredyt zaufania. Ale kiedy czuje, że ktoś chce wziąć od niej więcej niż ona chce dać – stawia wyraźne granice. Bierze pełną odpowiedzialność za swoje życie. Pomaga innym w nauce tej – tak pięknej, jak trudnej – sztuki. Uczy się coraz bardziej i bardziej kochać i stawiać siebie na pierwszym miejscu. Są ludzie, którzy Magdy nie znoszą i ostro ją krytykują. Są i tacy, którzy nie umieją określić, jakie emocje Magda w nich budzi. Do wszystkich tych osób Magda podchodzi tak samo – bierze od nich to, co ją karmi, a resztę wypuszcza w emocjonalny niebyt. Już od dawna rozumie, że to ona jest siłą sprawczą swojego życia. I to ona decyduje z kim, kiedy, jak i gdzie będzie doświadczać cudu swojego życia.
    To co Magda pokazuje na zewnątrz jest idealnym odbiciem jej najprawdziwszej natury. Magda to człowiek-emocja. Człowiek-wiatr. Człowiek-niekompromis. Magda słucha tylko swojego serca. Zawsze się przyznaje do tego kim naprawdę jest, bo czuje, że najlepsza ona, to ona najprawdziwsza. Nie nosi maski, bo kocha swoją prawdziwą twarz najbardziej ze wszystkich twarzy na świecie. I przyznaje otwarcie, że od dłuuuugiego czasu systematycznie i konsekwentnie buduje relację z dziewczynką, która żyje w jej umyśle i która jest jej ciałem.

    Pierwsza Magda to ruina człowieka. Druga Magda to człowiek, który wyrósł na ruinach.
    Jaka jest główna różnica między tymi kobietami? Ta druga się nie poddała. Nie odpuściła. Walczyła jak lwica o pokarm dla swoich dzieci. Jak ptak o możliwość latania. Jak P-rzyjaciel o P-rzyjaciela. Ból tysiące razu rozrywał jej serce na strzępy. Wyła jak postrzelone zwierzę. Rozpacz odbierała jej oddech. Ocierała się o granice obłędu, ale zawsze, za każdym razem podnosiła się i próbowała jeszcze raz i jeszcze i tak aż do skutku. Skutku, którym jest jej nienaruszalna, nieodwracalna, niezaprzeczalna miłość do siebie i swojego ciała.

    Pomyślisz może – miała lepszy start ode mnie. Na pewno? Rodzina alkoholicka. Matka i ojciec DDA. Przemoc fizyczna, psychiczna i seksualna. Nadwaga w dzieciństwie. Anoreksja w wieku nastoletnim. 17 lat bulimii i 9 prostytucji.

    Nic nie dostałam za darmo. Każdy efekt jaki osiągnęłam – od zmiany pracy, przez zmianę relacji, po zmiany w wyglądzie i kondycji ciała – wypracowałam SAMO-DZIELNIE. Wypracowałam pogłębiając moją samoświadomość i wcielając zdobytą wiedzę w życie. Nikt tego nie zrobił za mnie. A zrobiłam to, bo w pewnym momencie wzięłam leniwą, sflaczałą, zapierdziałą dupę w troki i zdecydowałam: chcę być i będę zdrową, szczęśliwą kobietą. Nic i nikt mnie nie powstrzyma. Prędzej się zesram na środku centrum handlowego, niż odpuszczę walkę o siebie.

    Proces, który przeszłam nauczył mnie też pokory i szacunku dla wiedzy i doświadczenia tych ludzi, którzy żyją według zasad, których uczą oraz osiągnęli to, do czego ja sama dążę. Magda 26-letnia myślała, że wie wszystko, że rozumie wszystko i niczego się już nie musi uczyć. Magda 34-letnia wie, że warunkiem szczęśliwego życia jest nieustanne przekraczanie siebie. I że od samego zdobywania wiedzy nic się nie zmieni. Bo wiedza, której nie stosujesz w praktyce jest jak eksponat w muzeum – martwa.

    Jeśli więc teraz jesteś na takim etapie życia, że chcesz dokonać zmiany na lepsze dla siebie – rusz dupę powiadam! Rusz dupę! Sama się nie oderwie od siedzenia. Od samego czytania i słuchania – nawet najmądrzejszych treści świata – nie pokochasz siebie. Kochać to znaczy działać. Działać tak, by Ci było dobrze z samą/ samym sobą. Rusz dupę powiadam! I idź za sercem, tam są wszystkie najważniejsze dla Ciebie odpowiedzi. Twoje serce WIE kim naprawdę jesteś. A Twoim najważniejszym życiowym zadaniem jest to odkryć i konsekwentnie realizować. Dając sobie możliwość bycia najprawdziwszą/najprawdziwszym sobą, dajesz światu najlepsze, co dać możesz – unikalną, jedyną w swoim rodzaju istotę ludzką, której nikt nigdy nie zastąpi ani nie powtórzy.

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’: https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Zapraszam Cię także do przeczytania innych moich tekstów: https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    Zapraszam na fanpage: https://www.facebook.com/Magda-Adamowska-Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    Nie walcz ze sobą. WALCZ O SIEBIE, bo CZŁOWIEK JEST DO KOCHANIA.

  • Blog

    CIAŁO JEST DO KOCHANIA CZ. 2 EMOCJE A CIAŁO

    ciało emocje seksualność

    “Zrozumiałam, że moje ciało NIE jest brzydkie, wstrętne, grube i obrzydliwe, tylko tak nauczono mnie je postrzegać.”
    /Magda Adamowska/

    Dedykuję wszystkim kobietom świata. Nawet tym, których nie lubię (z wzajemnością ;)), z których poglądami fundamentalnie się nie zgadzam i które krytykują mnie za to, że tak bezceremonialnie obnażam nasze kobiece “smrodki”. Niech ten wpis będzie Deklaracją Niepodległości dla tego, co w kobiecie najpiękniejsze – samoświadomości.

    Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że istnieją kobiece ciała, które na żywo wyglądają tak perfekcyjnie, jak na zdjęciach i w filmach. Patrzyłam na fotografie kobiecych “ideałów” z mieszanką jadowitej zawiści, skręcającej zadrości, bezsilnej rozpaczy i tłumionej złości.
    Byłam pewna, że kobiety o nieskazitelnej, zawsze gładkiej cerze, skórze bez grama cellulitu i muskularnym, wiecznie płaskim jak patelnia brzuchu, istnieją naprawdę. Podobnie jak byłam pewna, że można być jednocześnie żywą istotą, podlegającą prawom natury i wyglądać cały czas, jak awatar ze zdjęcia obrobionego w programie komputerowym.
    Piszę to i pukam się w głowę! A jednak – przez większość mojego życia brodziłam w bagnie iluzji. Co gorsza – kompletnie nie miałam świadomości, że to robię! Ani, że poza ciasną klatką moich kobiecych kompleksów, tuczonych papką z marketingowego shitu, radośnie kicają sobie Prawda i jej najlepsza przyjaciółka – Wolność. Co ciekawe – klatkę tę otworzył dla mnie Mężczyzna. To Mężczyzna pomógł mi odkryć i zrozumieć moją Kobiecość. Kobiecość żywą, autentyczną i – o ironio! – doskonałą w swym braku perfekcji. Karmiona czułą akceptacją Mężczyzny zdobywałam kolejne lewele swojej kobiecej świadomości. Poniżej prawdy, które – gdy osadziłam je w emocjach* – przyniosły mi wyzwolenie. Bierzcie i niech Was nakarmią najpiękniej jak się da!

    Świadomie zapamiętujemy jedynie ułamek tego, czego doznajemy. W naszych ciałach i poświadomości magazynowana jest pamięć wszystkich doświadczeń, jakich w ciągu życia jesteśmy – czynnymi lub biernymi – uczestnikami. Podświadomość można porównać do twardego dysku komputera o gigantycznej pojemności. Gromadzą się tam wszystkie nasze wspomnienia i emocje. Podobnie jest z ciałem – w jego komórkach pulsuje pamięć “absolutna” naszych przeżyć. Z tym, że jest to pamięć skrajnie subiektywna co oznacza, że ciało zapamiętuje nie fakty lecz odczucia.

    Coraz liczniejsze badania naukowców pokazują ogromne zależności między tym, jak traktujemy swoją i cudzą cielesność w wieku dorosłym, a tym w jaki sposób nauczono nas traktować ją, gdy byliśmy dziećmi. To pamięć ciała sprawia, że raz wyuczone “cielesne” umiejętności jak jazda na rowerze, pływanie czy wiązanie sznurówek już nigdy u nas nie zanikają. W przeciwieństwie do tego, co zapamiętujemy intelektualnie, jak choćby słowa w języku obcym – wspomnianych wyżej czynności nie jesteśmy się w stanie “oduczyć”. Podobnie jak ruchy pedałowania czy wiązania kokardek, nasze ciała zapamiętują sposób, w jaki byliśmy dotykani i jak sami dotykaliśmy.

    Emocje są energią biologiczną czy – jak sama nazwa wskazuje – naszą życiową mocą, siłą napędową. Sposób w jaki się z tą siłą obchodzimy oraz to, do czego jej używamy, decyduje o jakości naszego życia. Emocje można porównać do wody. Woda – podobnie jak energia – jest bezkształtna. Kiedy przybiera postać rzeki, sunącej po odpowiednio szerokim korycie, płynie spokojnie. Co więcej – stwarza środowisko dla rozwoju różnych form życia, od glonów, przez ryby, po ssaki. Ale w sytuacji, gdy nagle przybywa tej wody znaczna ilość, koryto staje się dla niej za wąskie i rzeka wylewa. Im większa jest dysproporcja między rozmiarem koryta, a ilością wody, tym potężniejszy będzie – nomen omen – wylew.
    Podobnie jest z emocjami. Jeśli człowiek zadba o to, by kanał przepływu był drożny i adekwatnie – do ilości energii – rozłożysty, jest w stanie tę energię ukierunkować tak, by mu służyła. Emocje istnieją, by pokazywać nam nasze najprawdziwsze potrzeby. Są drogowskazem prowadzącym nas do domu naszych pragnień.
    Strach sygnalizuje, że sytuacja, w której się znajdujemy, może być dla nas niebezpieczna. Złość wskazuje, że przekraczane są granice naszej sewerenności, że ktoś próbuje złamać nasze prawo do stanowienia o sobie. Smutek to sygnał, że czegoś nam brakuje, że za czymś tęsknimy, że w naszym życiu jest jakiś deficyt (z mojego doświadczenia wynika, że prawie zawsze chodzi o potrzebę bliskości i zrozumienia).

    Emocje mają jeszcze kilka bardzo ważnych cech. Są nieprzewidywalne, zarówno jeśli chodzi o ich formę jak i natężenie. Są też skrajnie subiektywne, tzn. każdy doświadcza ich w unikalny, właściwy tylko dla siebie sposób. Tam, gdzie jedna osoba odczuje lęk graniczący z paniką, inna może poczuć jedynie niepokój. Coś, co w Tobie wywołuje wstręt, ja mogę odczuć jako lekki niesmak. Nie bez kozery wytłuściłam słowo “czuć”, bo to właśnie trzeba robić z emocjami, jeśli chcemy być zdrowi i szczęśliwi – pozwolić sobie je czuć. Emocji jako takich, nie da się zrozumieć. Wymykają się logice. Pewnie dlatego, że za ich funkcjowanie odpowiada inna część mózgu, niż za myślenie. Emocje trzeba czuć.

    No dobra Adamowska – ale co mają emocje wspólnego z miłością do własnego ciała? Ano duuuuużo. Miłość jest uczuciem, to wiemy wszyscy. Ale – jak stwierdził Alexander Lowen 1, z którym się zgadzam – miłość jest również emocją. “Miłość, gniew i lęk są typowymi emocjami, nazywanymi również uczuciami. Doznawanie gorąca, zimna, bólu i dotyku, wrażenia smakowe oraz węchowe są uczuciami, ale nie emocjami. (…) Emocje są ponadto przeżywane jako reakcje całego ciała. Ból mogę odczuwać na przykład w dolnej części pleców, ale gdy jestem rozgniewany, uczucie to nie jest umiejscowione czy ograniczone, bo cały jestem gniewny.”2
    Piszę to wszystko łącznie z cytatem, żeby Ci/ Wam pokazać coś, co okazało się przełomowe dla mojego procesu zdrowienia m.in. z bulimii i seksoholizmu oraz dla zbudowania miłości do własnego ciała. Co to takiego?
    Emocje są nierozerwalną częścią naszej cielesności. Są jej nieodłącznym, choć niewidzialnym elementem. Odczuwamy je w ciele i poprzez ciało. Są energią wytwarzaną wewnątrz ciała, na skutek tego, co ciało odczuwa w kontakcie ze światem zewnętrznym oraz pod wpływem myśli. W praktyce oznacza to, że sposób w jaki odczuwasz emocje, ma swoje bezpośrednie przełożenie na zdrowie, kondycję i wygląd Twojego ciała. 

    Ciało jest istotą żywą. Podlega nieubłaganym, niezmiennym procesom biologicznym, fizycznym, chemicznym i fizjologicznym. Ciało każdego człowieka potrzebuje pokarmu, wody i snu. Każdy z nas (trenerki fitness, modelki i hollywoodzkie aktorki też!!!) wydala ekskrementy i gazy. Każdej osobie wyrasta owłosienie i paznokcie. Każdy z nas się poci, miewa wypryski i wahania wagi. Zdrowe i normalne jest to, że odczuwamy pociąg seksualny. Zdrowe i normalne jest doświadczanie orgazmu – zarówno podczas seksu jak i tego wywołanego masturbacją.

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Ciało ludzkie jest plastyczne. I to poziom tej plastyczności, elastyczności ciała jest wyznacznikiem jego zdrowia. Zdrowie i kondycję ciała można rozpoznać po tym w jaki sposób się porusza. Ruchy szczęśliwego, mającego zdrowy kontakt ze swoimi emocjami człowieka są pełne wdzięku i lekkości. Ciało osoby zablokowanej emocjonalnie jest zazwyczaj skrępowane, usztywnione jakby próbowało się wbić w szablon norm kulturowych. Może być też nadmiernie pobudzone, wtedy jego ruchy są chaotyczne, nieskoordynowane, wibrujące niepokojem lub wręcz histerią.

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Na kształt ciała ogromny wpływ mają doświadczenia z dzieciństwa, bowiem tłumione emocje zostają w ciele i niejako formują to ciało od środka. Posłużę się tu fragmentem książki wspomnianego wyżej Lowen’a, bowiem doskonale pokazuje zależności, o których wspomniałam wyżej. Lowen na przykładzie ciała swojej pacjentki pokazuje, jakie “siły” to ciało uformowały. “Aby zrozumieć Annę, należało spojrzeć uważnie na jej ciało, gdyż odzwierciedlało historię jej życia. Obie połowy jej ciała wyglądały tak, jakby nie należały do tej samej osoby. Dolna połowa była pełna i ciężka, lecz prawie nie promieniowała życiem i uczuciem.Górna połowa natomiast była wąska i charakteryzowała się ładniejszą tonacją skóry oraz większą żywotnością. Anna miała pełne i kształtne piersi, co dodawało jej kobiecości, a jej oczy były duże, o łagodnym ujmującym spojrzeniu, co podobało się mężczyznom. (…) Ociężałość dolnej połowy ciała Anny wynikała stąd, że powstrzymywała się przed podnieceniem seksualnym. Zacisk talii utrzymywał tę martwotę przez zablokowanie normalnego przepływu pobudzenia w dół ciała. Równocześnie jej oddech nie dochodził do brzucha. Wyczuwałem jednak, że była kiedyś bardzo żywą dziewczynką. (…) We wczesnym dzieciństwie przywiązała się mocno do swojego ojca (…). Wiedziała, że podnieca go seksualnie, w sposób w jaki nie udawało się to jej matce. Choć kontrolował on swoje zachowanie, gnębiło go jednak poczucie winy z powodu swych uczuć; winę tę przerzucał na Annę, piętnując jako nieprzyzwoity każdy przejaw jej uczuć seksualnych. (…) Rezultat był taki, że Anna postrzegała własną seksualność jako coś nieprzyzwoitego, uczucie, które umiejscowiło się w dolnej połowie jej ciała. Nie miała innego wyboru, jak tylko odciąć się od swej seksualności, uznając równocześnie, że tego życzył sobie jej ojciec. Do czasu gdy stała się osobą dorosłą nawyk ukrywania uczuć seksualnych tak się u niej utrwalił, że często traciła wszelką nadzieję, że uda jej się znaleźć mężczyznę, którego mogłaby w pełni pokochać.”3

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Na wygląd ciała – oprócz diety i poziomu wysiłku fizycznego – bardzo mocno wpływają emocje. Doświadczam tego regularnie. Kiedy staję w obliczu trudnej sytuacji, która wywołuje we mnie poczucie zagrożenia, moje ciało automatycznie zatrzymuje wodę. Mówiąc innymi słowy po prostu puchnę. Tak było m.in. podczas happeningu w Warszawie i mojego wystąpienia w telewizji. Moje wewnętrzne dziecko utożsamiło te działania z czymś, za co mogłoby zostać ukarane przez matkę. Gromadząc warstwę amortyzującą, moje ciało niejako przygotowało się na doznanie przewidywanej kary. Kiedy zagrożenie minęło, zeszła też “emocjonalna opuchlizna”.

    Ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska Ciało jest do kochania

    Kiedyś, gdy puchłam od emocji straszliwie się tym przejmowałam. Obecnie – jestem wdzięczna mojemu kochanemu ciału, że tak dobitnie pokazuje mi, że kolejne partie schematów są gotowe na odblokowanie. 😉 To jest jeden z moich ulubionych efektów pracy z emocjami – nie tylko akceptuję to, czego nie mogę zmienić, ale wręcz fascynuję się procesem odkrywania tych wszystkich niezwykłych mechanizmów i zawiłości. Wówczas takie zjawiska jak cellulit czy wypadanie włosów stają się dla mnie wskazówkami pokazującymi, jakie emocje domagają się mojej uwagi. Ciało to istny atlas duszy. Ucząc się odczytywać znaki, które mi daje – uczę się być najprawdziwszą sobą.

    Kochać swoje ciało bezwarunkowo to znaczy kochać je całe. Kochać takie, jakie jest naprawdę. Ze wszystkimi tak zwanymi wadami, brakami, nadmiarami i innymi ‘wykroczeniami’ wobec ogólnie przyjętych kanonów piękna. Kochać je bezwarunkowo to kochać nie tylko, kiedy czujesz się w nim dobrze i komfortowo, ale także – a może zwłaszcza, gdy Ci “dokucza”. Kochać, gdy bywa osłabione, nabrzmiałe i obolałe podczas okresu. I kiedy miewa wzdęcia, wydala gazy oraz ekskrementy. Kochać równie mocno, gdy wymuskane po kąpieli i depilacji, pryskasz luksusową perfumą i zdobisz ładną bielizną, co wówczas kiedy po treningu, śmierdzi i lepi się od potu. Kochać kiedy tańczy do białego rana. I gdy wstrząsa nim spazmatyczny płacz. Kochać to ciało, które przyciąga partnerów seksualnych. I to, które siada na muszli klozetowej. To, które przytula się do ciał ukochanych osób. I to, które doznawało przemocy. Ciało jest Twoim najwierniejszym kompanem. Tylko ono zostanie z Tobą aż do śmierci. I tylko od Ciebie zależy, jaką jakość będzie miało życie, którego za pomocą swojego ciała doświadczasz.

    ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Twoje ciało, podobnie jak Twoja osobowość i cała Ty – jest unikatem. Nie ma we wszechświecie drugiej takiej postaci. Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Buduj więc swoją formę i sylwetkę w oparciu o swoje wyjątkowe, niepowtarzalne cechy i potrzeby, a nie pod dyktando wzorców narzucanych przez ludzi, którzy zarabiają dzięki podsycaniu w Tobie poczucia niższości. Kobiecy magnetyzm owszem manifestuje się poprzez ciało, ale jest kwestią niewymownie złożoną. Uroda, waga i wygląd ciała nie są sednem kobiecej atrakcyjności. Jest mnóstwo przepięknych wizualnie kobiet, które jednak emanują nieprzyjemną, a wręcz okropną energią. Czujesz tę energię i wszystko Ci opada. 😉 Z drugiej strony są kobiety, które – mimo urodowych “niedoskonałości” – mają absolutnie magiczną aurę. Obecność takich kobiet jest świetlista, ciepła i wibruje czułą życzliwością. Bycie blisko takich kobiet jest przyjemnością samą w sobie.
    Dlatego zamiast się porównywać do gazetowo-facebookowo-medialnych postaci – pracuj nad sobą, by obudzić swój niepowtarzalny kobiecy magnetyzm.

    Ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    I pamiętaj – fit “ideały” bardzo starannie selekcjonują treści, które udostępniają. Na zdjęciach i nagraniach widzisz tylko wybrane kawałeczki z życia ich ciał. Rzadko która pokaże publicznie swoje zdjęcie z pryszczem na tyłku czy wzdętym brzuchem. Pamiętaj też, że nie ma takiego zdjęcia, które oddawałoby pełny obraz człowieka. NIE ma! Jedno zdjęcie jest obrazem uchwyconym tylko z jednej perspektywy. A jak pokazują poniższe ujęcia – perspektyw są nieograniczone ilości. Spójrz chociażby na zdjęcia moich nóg. Na każdym z nich wyglądają inaczej. I żadna z fotografii nie oddaje całości i złożoności ich wyglądu. Dlatego kiedy patrzysz na zdjęcia modelek, trenerek fitness i innych “ideałów” miej świadomość, że zazwyczaj pokazują one tylko te najbardziej korzystne ujęcia swoich ciał. W rzeczywistości ich ciała – podobnie jak ciała wszystkich ludzi – są żywymi istotami i mają swoje “niedoskonałości”.

    ciało emocje seksualność

    Magda Adamowska Ciało jest do kochania

    Piszę to wszystko i “ujawniam” mało atrakcyjne ujęcia swojego ciała, z różnych okresów mojego życia, żeby Ci pokazać, że ciało ludzkie – wbrew temu co nam sączą do podświadomości przekazy rodzinne, społeczne i medialne – to nie przedmiot! Ciało jest podmiotem! Ono jest po to, byś doznawała/ doznawał cudu życia. Dzięki niemu możesz odkrywać, testować, smakować poznawać i cieszyć się nieprzebranym bogactwem świata. Dostałaś/ dostałeś je, żeby realizować plan swojego serca, a nie po to, żeby spełniać oczekiwania innych ludzi względem Ciebie. Wiem, że teraz myślisz, że takiego jakie jest nigdy nie uda Ci się pokochać. Wiem, że nie wierzysz, że kiedykolwiek poczujesz w sobie miłość do niego. Ale wiem też, że 4 lata temu myślałam dokładnie tak samo, a teraz jestem zdrowym szczęśliwym, kochającym siebie i swoje ciało człowiekiem. Ty też możesz!

    Magda Adamowska, Ciało jest do kochania

    Jeśli przy zwrocie “osadziłam je w emocjach” wpadłaś w konsternację, to wyjaśniam:
    Osadzić coś w emocjach znaczy tyle co: poczuć coś tak, że staje się częścią Ciebie, staje się z Tobą zintegrowane, wchodzi w skład Twoich przekonań i niejako staje się elementem Twojej tożsamości. Wiem – brzmi egzotycznie, ale w praktyce jest proste (choć niełatwe!) do wykonania. Trzeba “tylko” czasu, energii, regularności i wiedzy, jak to robić skutecznie. Ja uczyłam się pracować z emocjami z pomocą mojego partnera, a właściwie uczyliśmy się tego nawzajem. Dzięki temu osiągnęliśmy w niecałe trzy lata efekty, na które osobno pracowaliśbyśmy znacznie dłużej i mozolniej.
    Jestem absolutnie przekonana, że człowiek, aby mógł się rozwijać i wzrastać potrzebuje mieć w swoim otoczeniu osoby, od których będzie mógł czerpać inspirację, wiedzę, doświadczenie i wsparcie. I te osoby muszą – w obszarach, w których chcemy się rozwijać – być “większe” od nas.
    Gdybym sobie nie zorganizowała takiego środowiska, dalej pełzałabym po dnie Schematrix’owego szamba.
    Dlatego – mając świadomość jaaak ważne jest odpowiednie wsparcie – z serca zapraszam Cię na warsztaty CIAŁO JEST DO KOCHANIA i/lub na konsultacje indywidualne. Podzielę się z Tobą moją – zdobywaną kilka lat, czysto praktyczną i wciąż rosnącą – wiedzą. Pomogę Ci znaleźć optymalne dla Ciebie rozwiązania. Z szacunkiem i pełną akceptacją dla Twoich emocji – dam Ci przestrzeń do wyrażenia ich tak, jak będziesz tego potrzebowała.
    Przeczytaj, zastanów się, poczuj czy moja energia z Tobą współgra i czy treści, które tworzę Cię wspierają i podnoszą. Możesz być pewna, że podczas warsztatów i konsultacji dam Ci dokładnie to samo ciepło i życzliwość, jakim emanuję na moich nagraniach, bo mam jedną twarz – tę prawdziwą.

    Wiem, że ten wpis jest jak bomba emocjonalna, dlatego z serca Ci GRATULUJĘ, że dotarłaś do końca! Wierzę, że te treści – choć w obecnej chwili mogą być powalające – w dłuższej perspektywie, pomogą Ci wejść na kolejny poziom samoświadomości.

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’: https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Jeśli najbardziej potrzebujesz się skupić na swojej cielesności: https://magdaadamowska.pl/produkt/warsztaty-online-cialo-jest-do-kochania/

    Zapraszam Cię także do przeczytania innych moich tekstów: https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    Zapraszam na fanpage: https://www.facebook.com/Magda-Adamowska-Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    Nie walcz ze sobą. WALCZ O SIEBIE, bo CZŁOWIEK JEST DO KOCHANIA. 🙂

    Dodane przez
  • Blog

    DROGA DO DOMU MEGO SERCA

    “Zamierzam wytyczyć sobie drogę zupełnie odmienną niż ktokolwiek inny – wszyscy inni. (…) Zawsze czułam się inna – wiedziałam, że jestem w ‘niewłaściwej skorupce’. I wiedziałam, że moje życie to będzie wyboista droga.”

    /Księżna Diana/

    Jestem Dziwolągiem. Mam serce miękkie jak ugnieciona w dłoniach plastelina i wolę ze stali nierdzewnej. Mam duszę utkaną z cząsteczek czułości, nadgryzioną kłami pogardy. Mam miłość aniołów, którą wyszydzają niekochani.

    Jestem Dziwolągiem. Artystą, co wykleja naczynie rzeczywistości kafelkami emocji. Duszą wcieloną i ciałem, w którym duch wyrywa się do światła. Mam skórę cienką jak bibułka ale twardą niczym kamień. Płaczę, gdy szczęście przelewa się we mnie i śmieję się, by oswoić bezsilność.

    Jestem Dziwolągiem. Na oceanie hipokryzji, pośród tankowców iluzji wiosłuję uparcie na tratwie mojej prawdy. Życie raz mnie puszyście przytula, innym razem wrzuca w kolczaste zarośla. Karmi nektarem zrozumienia i funduje odtruwające głodówki.

    Jestem Dziwolągiem. Moja Droga to podróż szaleńca. Odmieńca, co skrzydłami wyobraźni rozgania mgłę codzienności. Wariata, który idąc pod prąd, szuka źródeł swojej MOCy.

    Jeśli dotyka Cię moja historia, wiedz, że to nie przypadek. I choć nie wiem dlaczego jestem, jaka jestem, storzyła mnie Siła większa i mądrzejsza od wszystkiego co znamy. Siła, która wie lepiej i rozumie głębiej. Siła, która była na wieczność przed nami i będzie na nieskończoność po nas. Ona wie dlaczego i po co. Ona zna meandry naszych istnień. Oddaję się jej nieskończonej mądrości. Niech mnie prowadzi tam, gdzie życie rozkwita obfitością dobra i piękna. By każdy dzień był święty. By święto było codziennością.

    Nie walcz ze sobą. WALCZ O SIEBIE.

  • Blog

    NAJWAŻNIEJSZA DECYZJA W ŻYCIU czyli KIEDY MUSISZ WYBIERAĆ MIĘDZY SOBĄ A RESZTĄ ŚWIATA

    “Zamykam drzwi mojego domu nie dlatego, że nienawidzę tego, co jest na zewnątrz, ale dlatego, że kocham to, co jest w środku.” /Zasłyszane/

    Dedykuję ten wpis Bartkowi Liberskiemu i Magdalenie Szpilce z wdzięcznością i wciąż rosnącym podziwem dla ich wewnętrznej MOCy. Jesteście moimi Mistrzami.

    Ostatni rok (a dokładnie 13 miesięcy) był dla mnie rokiem wychodzenia z bezpiecznej przystani do świata innych ludzi. Obnażyłam się w stopniu, który sporo osób uznało za ekshibinicjonistyczny. I o ile ani przez sekundę nie żałowałam tego kroku, o tyle niektóre jego konsekwencje wciąż są dla mnie duuuużym wyzwaniem.

    Kiedy wiele miesięcy temu słuchałam nagrań Magdaleny Szpilki, w których mówiła o zdrowym stawianiu granic i dbałości o własne potrzeby, kiwałam głową na znak poparcia dla jej poglądów. Ooo jak ja się z nią zgadzałam! Jak ja uważałam tak samo! Więcej! Z jakim zapałem wygłaszałam niemal identyczne “postulaty” o tym, jak to warto stawiać na siebie i o siebie walczyć. Zapisuję te zdania i czuję znajomy skurcz. To mrowiejący wstyd i skwierczące zażenowanie. Nie. Nie toksyczne. Te zdrowe. Te które są strażnikami pokory i dystansu do siebie. Skąd one u mnie? Hmm… Znowu zrobię emocjonalny striptiz. No cóż, taka moja natura – uwielbiam swoją nagość. Zarówno cielesną jak i duchową.

    Wczoraj zdarzyła mi się sytuacja, po której uzmysłowiłam sobie, że nie potrafię wspomnianych wyżej granic stawiać tak stanowczo, jak bym chciała. I że często – w zetknięciu z oczekiwaniami ludzi lub moimi fantazjami na ich temat – odpuszczam własne dobro na rzecz komfortu innych. Zwłaszcza tych, którzy są dla mnie mili i/ lub których lubię. Tym tekstem postanawiam się rozprawić z moim schematem ratowania świata kosztem siebie. Bo w tym świecie, realnych zmian na lepsze dokonują tylko jednostki, które umieją dać miłość i wsparcie przede wszystkim sobie. Jednostki, które zanim zaczną ratować świat… ratują same siebie.

    No to jedziesz Adamowska! Kto ma zrozumieć, ten zrozumie. Komu z Tobą nie po drodze – niech będzie zdrowy i szczęśliwy w swojej podróży.

    Człowieku, który to przeczytasz! Może poznałeś mnie wiele lat temu, a może migam Ci tylko w postach na Facebooku. Może zamieniliśmy ze sobą kilka wirtualnych zdań, a może przegadaliśmy wiele godzin. Może patrzyłeś na mnie z zachytem, a może obudziłam Twoje demony. Może wsparło Cię to co robię, a może wkurwił mój sposób bycia. Może mnie czujesz pod skórą, a może na dźwięk mojego głosu skóra Ci cierpnie. Może zechcesz zrozumieć moją historię, a może odwrócisz od niej oczy z obrzydzeniem. Cokolwiek zrobisz, jakkolwiek się wobec mnie zachowasz, gdziekolwiek poprowadzi Cię Twoja prawda – JA WYBIERAM SIEBIE.

    Wybieram być dla siebie najważniejsza. Wybieram stać za sobą murem. Wybieram chronić dom mego serca i pielęgnować światynię mojej duszy. Wybieram spokój i uśmiech dziecka, co we mnie prosi o przytulenie. WYBIERAM najpierw i na zawsze kochać SIEBIE.

    Niech moja prawda mówi głośno i wyraźnie z jednoczesnym poszanowaniem Twojej niepodległości. Niech się niesie w świat lekko i życzliwie. A gdy będzie osiadała na glebie Twoich przekonań, niech zaowocuje dobrem, które Cię nakarmi. Pamiętaj proszę, że nasze prawdy mogą się różnić pięknie i budująco. I że człowiek człowiekowi może być przestrzenią akceptacji.

    Nie walczmy ze sobą. WALCZMY O SIEBIE.

    Dodane przez
  • Blog

    SEKSUALNA NIEBEZPIECZNA czyli JAK ROZWALIŁAM KOLEJNY PASKUDNY SCHEMAT

    “To czego się najbardziej boimy to wskazówka o tym gdzie leży największy skarb naszej duszy. Lęki są strażnikami broniącymi wejścia do jaskini ze skarbem.”
    /Cytat z blog’a Moonsetstory – Astrologia pełni/

    Niedawno zrobiłam nagranie o tym, że nie da się dokonać zmiany na lepsze, jeśli człowiek nie przyzna się przed samym sobą, że ma problem i na czym konkretnie ten problem polega. Tym wpisem chcę Wam pokazać, jak niesamowicie skutecznie działa ta metoda w moim życiu. I jakie “czary” się dzieją, gdy człowiek daje sobie pozwolenie na wsłuchanie się w swoją prawdę. Schemat, który tu opiszę był cholernie złożony i trawił mnie przez wiele lat. Rozbrojenie go zajęło mi kilka miesięcy.

    Odkąd rozesłałam książki do osób, które wsparły zbiórkę na jej wydanie… spora część mnie zaczęła się zapadać w mrok. Wykonałam zadanie – doprowadziłam do ucieleśnienia mojego “dziecka”. Kilkunastomiesięczna batalia – o zapewnienie sobie warunków do tego, by mogło powstać, by przybrało konkretną formę oraz by trafiło do czekających na nie odbiorców – wyczerpała mnie w stopniu zatrważającym. Na wiele tygodni opadłam z sił. Straciłam też ogromną część mojej MOCy, kobiecej mocy. Długo docierałam do świadomości, gdzie swoje źródło miało to osłabienie.

    Kiedy zaczynałam pisać książkę kibicowało mi sporo znajomych kobiet. Zachęcały mnie i motywowały do pracy nad treściami, które pierwotnie miały dotyczyć tylko zaburzeń odżywiania. I wszystko było pięknie do… lipca 2017 roku, kiedy to bezczelna Adamowska otworzyła puszkę Pandory. Puszkę z najbardziej palącym kobiecym wstydem – wstydem bycia człowiekiem płci żeńskiej. Wstydem posiadania ciała podlegającego – niezmiennym i nieubłaganym – prawom natury. Ciała, które odczuwa czysto zwierzęce popędy i którego każda komórka przechowuje pamięć przeszłych doświadczeń. Ciała, które od pierwszych chwil swojego istnienia – uczy się jak ma być traktowane. Ciała tak często zniewalanego pułapkami umysłu.

    W swojej naiwności wierzyłam, że kobiety (zwłaszcza te, które pierwotnie mi kibicowały) będą mnie wspierać w propagowaniu wiedzy o tym, jak te pułapki rozbrajać. Że będą się chciały nauczyć miłości i akceptacji do swojej kobiecej cielesności. Że będą czerpać z mojej wiedzy garściami. Rzeczywistość okazała się mniej różowa niż moje nadzieje. Wraz z doświadczeniami kolejnych miesięcy, przytłaczająco i boleśnie krzepło we mnie przekonanie, że dla pewnej – niestety licznej – grupy kobiet, moja wiedza i ekstremalna szczerość są po prostu… nie do zniesienia. I że dla tych kobiet zawsze będę… trędowata. Niczym chodzący wrzód, albo jak baner z napisem: “Nie patrz tam, bo nie daj Boże zobaczysz swoje błędy! Nie słuchaj, bo jeszcze się okaże, że to Cię dotyczy! Nie dotykaj, bo to obudzi BÓL. A ból może Cię powalić. I będziesz musiała się wysilić, żeby wstać.”

    Jeszcze jakiś czas temu myślałam, że to tylko moje filtry. Że patrzę na opisane wyżej kobiety przez pryzmat mojej trudnej relacji z matką. Ostatnie miesiące pokazały mi dobitnie, że ich dezaprobata łamana na wrogość wobec mnie, nie jest jedynie moim wyobrażeniem, lecz faktem.
    Wiesz co niemal zawsze okazywało się w moich interakcjach z kobietami punktem zapalnym? Moja – szeroko pojęta – seksualność. To jaki mam sposób ekspresji swojej płciowości. Jaką energię emituję. Jak się poruszam, jak wyglądam, jak mówię. I – co znamienne – jak reagują na mnie mężczyźni. Gdy dochodzi do tego wiedza o tym, że pracowałam jako prostytutka – niektóre kobiety nawet nie próbują ukryć swojej odrazy do mnie. W pewnej dziennikarce moja postać wzbudziła tak potężne emocje, że podczas rozmowy ze mną omal nie zwymiotowała. (Może kiedyś o tym opowiem). Niedawno podczas mojego wystąpienia, gdy powiedziałam, że wykonywałam najstarszy zawód świata, po sali przebiegł skrytojadowity szmer. Chwilę później usłyszałam szept młodej kobiety: “Chyba dziwka”. Zakłuło, przyznaję. I skurczyłam się dość mocno pod naporem energii zawstydzenia i pogardy, jaką emitowali odbiorcy. Kobiety bardzo skrupulatnie unikały – nawet wzrokowego – kontaktu ze mną. Gdyby nie obecność jednej bliskiej mi osoby, chyba bym się tam popłakała z bezsilności, upokorzenia i rozgoryczenia. A tak wytrzymałam do końca spotkania. Potem chyba z pół godziny ryczałam w hotelowej toalecie.

    Ale nie byłabym sobą, gdybym i na tym bólu nie urosła. A urosłam, bo pozwoliłam sobie go poczuć całą sobą. Efekt? PRZEŁOM. Tak uwalniający, jak niespodziewany. Dwa dni po wspomnianym zdarzeniu – ubrana w jedną z ulubionych sukienek i ukochane niebieskie szpilki – wyszłam na spotkanie z przyjacielem. Wyczekiwałam tego spotkania z ogromną radością, bo uwielbiam nasze nasiadówki o smaku whisky z truskawkami. Wychodziłam z domu w doskonałym nastroju. Szłam wolno, delektując się cudowną pogodą. Moje ciało (zwłaszcza jego środkowa część 😉 kołysało się miarowo i spokojnie. Mimo dziesięciocentymentrowych obcasów, bardzo wyraźniej czułam łączność z podłożem. Nic nie zapowiadało tego, co stało się chwilę poźniej. Nagle poczułam na sobie wzrok siedzących na ławce kobiet. Był surowy, zimny i kolczasty. Powietrze zawibrowało od ukąśliwych uśmieszków. Miały tę samą częstotliwość, co pomruki we wspomnianej wcześniej sali. I wtedy – delikatnie niczym szelest skrzydeł Aniołów – spłynęła na mnie MOC. Moc mojej przebudzonej Kobiecości. Moc, której przez długie miesiące za nic w świecie, nie potrafiłam (re)aktywować.
    Spojrzałam na każdą z tych kobiet. Prosto w oczy. Z całą śmiałością i dumą, jakie się zawierają w słowie samoakceptacja. Stałam prosta jak trzon łuku. Przenikając je wzrokiem ostrym niczym grot strzały. Stałam osadzona jak drzewo. Niewzruszona, a nawet wyniosła. Żadna – nawet przez kilka sekund – nie utrzymała mojego spojrzenia. To było jedno z najpiękniejszych zwycięstw, jakie odniosłam. Poczułam, że absolutnie, bezapelacyjnie pokonałam ten Strach. Strach przed agresją kobiet. Agresją tuczoną zawiścią i podlewaną kompleksami. Agresją, która wyrasta na glebie samotnej, smutnej bezradności. Agresją, tak dojmująco tożsamą z tą, którą tętniła postać mojej matki. Pierwszy raz w życiu poczułam, że ją pokonałam. Totalnie. Jej władza nade mną rozpłynęła się jak poranna mgła rozmywa się w słońcu. Po moim ciele rozlał się ciepły, jasny, miękki SPOKÓJ. Jeśli to nie był CUD to nie wiem, co nim jest.

    Wraz z tym spokojem przyszła pewność – jestem już gotowa. Gotowa na kolejny etap mojej drogi. Gotowa na to, by wyznaczać granice swojej autonomii jeszcze wyraźniej i by pilnować ich z całą stanowczością i walecznością, jakie dane mi było wypracować. Oraz by uczyć kobiety, które zechcą po tę naukę sięgnąć, jak to robić. Jak walczyć o swoją Prawdę. Jak wypracować w sobie zgodę na bycie człowiekiem płci żeńskiej. Jak pokochać swoje kobiece ciało. Jak słuchać, by słyszeć własne serce. Tak – jestem najgłębiej jak to możliwe – przekonana, że zgoda na siebie to najważniejszy klucz do szczęścia. A ja chcę być szczęśliwa. Nawet jeśli mój sposób bycia będzie wzbudzać skrajnie trudne emocje. Nawet jeśli – dla jakiejś grupy kobiet – zawsze będę tylko byłą dziwką. Nawet jeśli będą patrzyły na mnie z – równie silną jak ta, którą “częstowała” mnie matka – pogardą.

    Cóż… Życie to sztuka wyboru. Ja wybieram siebie. Siebie, która tańczy na ulicach, przytula nieznajomych i mówi wprost o skutkach przemocy. Siebie, która równie mocno jak brokuły i szparagi lubi lody i wino. Siebie, która bywa domowym trollem w starych dresiorach i ultra seksowną kocicą, której taniec hipnotyzuje. Wybieram siebie zmienną, nieprzewidywalną, spontaniczną i przedziwną. Tę, w ramionach której można się schować i tę, której wrzask rozdziera powietrze. Tę, która płacze i śmieje się tak głośno i długo jak potrzebuje. Tę, która oprócz fizycznych cycków, ma emocjonalne jaja vel odwagę, by żyć po swojemu i dla siebie. I tę, która – choć oczami wyobraźni widzi zdegustowane miny moralistek – będzie śmiało i konsekwentnie iść własną drogą. Tak mi dopomóż moje serce i Dobre Dusze, których coraz więcej wokół mnie.

    PS Ten tekst jest dla mnie absolutnie PRZEŁOMOWY, bo zamyka stare i otwiera NOWE przestrzenie mojej świadomości. Dedykuję go:
    Bartkowi Liberskiemu – z zachwytem dla jego stalowej woli, wytrwałości i wyrozumiałości dla moich histerii, blokad, prób ucieczek i odmiennych stanów świadomości. Oraz z podziwem dla jego męskiej MOCy, która oparła się manipulacjom mojego umysłu.
    Maryś Pasik – z wdzięcznością za jej nadprzyrodzone zdolności, które podnosiły mnie z otchłani bezradności.
    Magdalenie Szpilce – z wdzięcznością za jej niezastąpioną Obecność, wiedzę, wsparcie i polecenie trafionych w punkt lektur.
    Moim kobiecym Inspiracjom-Motywacjom: Małgorzacie Myszy Wnękowicz, Ewelinie Habzie, Sylwii Stanisławczyk, Malwinie Szypulskiej, Eve Kahinga, Basi Flis, Roksanie Wiankowskiej, Lidce Szymanek, Ani Prończuk-Omiotek, Eli Nazar, Oli Paszkiewicz, Renacie Sabie oraz wciąż i niezmiennie najbliższej mi na świecie kobiecie – mojej siostrze – z wdzięcznością za fantastyczne, wzbogacające, inspirujące kobiece rozmowy.
    Darkowi Łencio – z wdzięcznością za szacunek, wsparcie i zrozumienie dla moich działań, które od wielu miesięcy konsekwentnie i życzliwie mi okazuje.
    Madzi Kazuli – z wdzięcznością za jej serdeczną obecność przy moim przekraczaniu kolejnego Rubikonu i z wciąż rosnącym zachwytem dla pracy jaką wykonała, by odzyskać siebie.
    Pani Ewelinie Kucabie – z wdzięcznością za arcyowocną sesję regresingu.
    Adeli Makaju – z wdzięcznością za przenikliwość jej serca, które zobaczyło mnie z/w przyszłości.
    Justynie Pettke – z wdzięcznością za wsparcie duchowe na ostatniej prostej do odszukania mojej drogi zawodowej.
    Grzegorzowi Szpilce – z wdzięcznością za otwartość i ekstremalną szczerość dzielenia się swoimi wnioskami dotyczącymi uzależnień związanych z seksualnością.
    Eli Wojowniczce Jastrzębskiej – z podziwem dla jej walki o prawdę i z wdzięcznością za nieustępliwość z jaką tę prawdę głosi.
    Jadwidze Ottawie – z wdzięcznością za ciekawą, długaśną, sesję “Germańskiej”.
    Ani Sokołek – z wdzięcznością za świadomości, jakie obudził w moim ciele jej niezwykły tantryczny dotyk.
    Bożence i Gosi z InsEdu, – z wdzięcznością za zorganizowanie najcudowniejszej konferencji na jakiej występowałam.
    Pewnemu ekstremalnemu Trigger’owi – w podziękowaniu za ultra skuteczne obudzenia moich demonów.
    Wszystkim CUDOWNYM, silnym Kobietom, które nie zlinczowały emocjonalnie byłej prostytutki – z wdzięcznością za oparcie, jakie mi dawała ich akceptacja.
    Kobietom, które wykazały postawę dokładnie odwrotną – ze smutną zgodą na ich brak zrozumienia.
    Mężczyznom, którzy nie umiejąc dostrzec pełni mojej Kobiecości, próbowali mnie wcisnąć w szablonik słodkiej blondyneczki – z nieukrywaną satysfakcją.
    Oraz (niektórym) członkom mojej rodziny – w odpowiedzi na ich pogardę dla mnie jako człowieka płci żeńskiej.

    Jakkolwiek potoczą się nasze losy – życzę nam wszystkim zgody na siebie.

    Nie walczmy ze sobą. WALCZMY O SIEBIE. 🙂

    Dodane przez
  • Blog

    KOBIETA KOBIECIE AKCEPTACJĄ

    kobieta akceptacja

    Urodziłam się jako człowiek płci żeńskiej. Powiedziałabym nawet – ultrażeńskiej.

    Kiedy patrzę na swoje zdjęcia z okresu, gdy miałam mniej więcej 2 latka, widzę małe – rozbrajające swym urokiem – Cudo. To była niesamowita dziewczynka. Odkąd pamiętam cechowała ją nadaktywność. Działanie było wpisane w jej naturę. Wszystko ją ciekawiło. Chłonęła życie całą sobą. Była rezolutna. Przebojowa. Twórcza. Zdecydowana. Czarująca. Nieustępliwa w zdobywaniu. I nieprzeciętnie wrażliwa.

    Niemal wszystko – czego potrzebowała, by stać się dojrzałą, szczęśliwą jednostką płci żeńskiej– miała w sobie. Zabrakło jej jednak – kluczowego dla prawidłowego rozwoju kobiecości – elementu… miłości dorosłej kobiety.

    Ta – rozdzierająco bolesna i miażdząco smutna – świadomość dojrzewała we mnie wiele, wiele miesięcy. Dziś widzę jaaaak bardzo nie chciałam jej do siebie dopuścić. Jak intensywnie przed nią uciekałam. I jak głęboko tkwiła i mocno broczyła we mnie Matczyna Rana.

    Jonh Bradshaw – terapeuta, autor bestsellerowych publikacji i twórca teorii wewnętrznego dziecka – w swojej fenomenalnej książce “Toksyczny wstyd” pisze:

    “Zdaniem Kaufmana bulimia, bulimia/anoreksja i anoreksja z całą pewnością rozwijają się na podłożu wstydu. Zarówno przejadaniu się jak i przeczyszczaniu towarzyszy toksyczny wstyd. Podobnie jak Tomkins, Kaufman uważa, że obżeranie się jest czynnością zastępczą. Jest substytutem niezaspokojonych, głęboko wstydliwych potrzeb interpersonalnych.”

    Dalej Bradshaw przytacza słowa Kaufmana: “Kiedy odczuwamy wewnętrzną pustkę, pragniemy fuzji z drugim człowiekiem, rozpaczliwie chcemy, by ktoś nas przytulił, tęsknimy za tym, by ktoś nas chciał i podziwiał, ale nie możemy tych pragnień zaspokoić, ponieważ kazano nam się ich wstydzić i dlatego stały się tabu – zaczynamy jeść.”

    Po czym podsumowuje: “Ale jedzenie nigdy nie uśmierzy tęsknoty, a im bardziej się tej tęsknoty wstydzimy, tym więcej jemy, by zagłuszyć wstyd. (…) Zamiast wstydzić się siebie, wstydzimy się tego, że za dużo jemy. Działa tu ten sam mechanizm, co w otyłości.”

    Co kobiece zaburzenia odżywiania i ich konsekwencje (nadwaga, zła kondycja fizyczna oraz towarzyszące im dolegliwości) mają wspólnego z brakiem zdrowej – podkreślam zdrowej, a nie stereotypowo postrzeganej – miłości ze strony matki? Według mnie – są ze sobą nierozerwalnie połączone.

    Wiesz, że słowo alimenty (przyznawane najczęściej matce “na” dzieci) pochodzi od łacińskiego “alimentare”? A alimentare znaczy jeść, karmić.

    Jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało – matka jest dla dziecka bezwzględnym gwarantem przetrwania. Pokarm – zarówno ten fizyczny, jak i emocjonalny – którego dziecku dostarczy matka, kształtuje je i wyposaża na późniejsze życie. Każdy niedosyt, jakiego dozna, dziecko będzie próbowało uzupełnić. Tym łapczywiej, im większego deficytu doświadczyło.

    W moim najgłębszym przekonaniu kobiece zaburzenia odżywiania (ze wszystkimi objawami) są ściśle połączone z brakiem akceptacji, a nawet pogardą do własnej cielesności. Ale wbrew powszechnej opinii – nie chodzi tu jedynie o wygląd i gabaryty ciała. Kobieta, której życie koncentruje się głównie na czynnościach pozwiązanych z jedzeniem lub niejedzeniem, jest istotą nadwyraz NIEakceptującą samej siebie. Często wręcz gardzącą tym, jakim jest człowiekiem płci żeńskiej.

    A kiedy kobieta uczy się stosunku do własnego ciała?

    Nie. Nie w okresie pokwitania. Nie szkoła ani rówieśnicy kształtują jej sposób postrzegania swojej cielesności. Nie dzieje się to też, kiedy z ukłuciem zazdrości obserwuje – fikające w skąpych kostiumach – trenerki fitness.

    Kobieta uczy się jak ma być traktowane jej ciało… już w łonie matki. Jak pokazują – coraz liczniejsze badania – na rozwój płodu kolosalny wpływ ma styl życia matki. Każdy szczegół tego życia – od dźwięków, które słyszy, przez dotyk, jakiego doświadcza, po jedzenie, które spożywa – formuje istotę ludzką, znajdującą się w jej wnętrzu. Dziecko to ciało z ciała matki. Dziewczynka to ciało z ciała kobiety.

    Kobiecości – jako zjawiska – dziewczynka może się nauczyć tylko i wyłącznie od kobiety. Energia męska może ten proces wspierać lub zakłócać. Ale nigdy mężczyzna nie będzie miał – dla rozwoju kobiecości – tak kluczowego znaczenia, jak kobieta.

    Piszę to, bo dane mi było doświadczyć tej niesamowitej świadomości. Piszę to dziś, bo dziś dotarło do mnie na poziomie emocjonalnym… po co tu jestem. Po co jestem ja – ta konkretna Kobieta.

    Ja kobieta jestem tu po to, żeby wspierać inne kobiety. By im dawać czułą życzliwość w drodze do odkrywania – unikalnych dla każdej z nich – odcieni kobiecości. Jestem tu, by ucieleśniać intencję: kobieta kobiecie akceptacją. By własnym przykładem pokazywać, że “(…) nie musimy ze sobą rywalizować. Nie musimy się poniżać i wyszydzać. Nie musimy się porównywać do modelek i trenerek fitness. One mają swoje drogi życia, swoje niepowtarzalne misje. Ja mam swoją. I Ty masz swoją. Najważniejszym życiowym zadaniem każdej z nas jest odkryć tę najwłaściwszą dla siebie i nią podążać.”

    Kobiety Kochane! W ciągu ostatnich kilku miesięcy, ponad setka z Was pozwoliła mi dotknąć swoich najintymniejszych historii. Podzieliłyście się ze mną tym, co macie najcenniejszego – esencją Waszych serc. Czytałam Wasze wiadomości, czasami widziałam Wasze oczy i czułam Wasze energie całym ciałem.

    Kobiety Kochane! Chcę Wam – zarówno moją książką, jak i całą działanością, o szczegółach której już niedługo opowiem – powiedzieć:

    Słyszę. Widzę. ROZUMIEM. I jestem. Razem możemy odbudować to, czego nie dostałyśmy jako dziewczynki i nastolatki.

    Nie walczmy ze sobą. WALCZMY O SIEBIE.