Tagi

toksyczna matka

  • Blog

    CIAŁO JEST DO KOCHANIA CZ.1

    Ciało jest do kochania

    Jestem ciałem stworzonym w chwili, gdy dwa ciała stały się jednym.  Jestem ciałem stworzonym po to, by świat mógł doświadczać czułości.  Ukochując mnie,  ukochujesz najważniejsze Dzieło Boga – Duszę ubraną w Istotę Ludzką.

     

    Dedykuję ten tekst każdemu, komu nie dane było doświadczyć zdrowej, karmiącej czułości. Przytulam Was tak, jak zawsze marzyliście, by przytuliła Was Mama.

    Temat cielesności był mi niezwykle bliski od “zawsze”. Od dziecka bardzo intensywnie czułam swoje ciało. Niestety przez długie lata były to odczucia piekielnie trudne. Jako dziewczynka czułam się uwięziona we własnym ciele. Postrzegałam je jako tłuste, wstrętne, grzeszne i nieustannie domagające się jedzenia. Tętniła w nim – tak niepojęta jak arcytrudna do opanowania – energia niepokoju. Gdy stałam się nastolatką owo buzowanie tylko się nasiliło. Do odczuć wcześniej opisanych dołączyło uświadomione podniecenie seksualne. Odzywało się codziennie i z nasileniem tak potężnym, że można by nim zasilać akumulatory. Ukojenia tego nieznośnego napięcia szukałam w kompulsywnej, histerycznej wręcz masturbacji. Zdarzało mi się wywoływać orgazm nawet 15 razy pod rząd.

    Mając 13 lat zaczęłam się radykalnie odchudzać. Żywiłam się przeważnie twarożkiem, jabłkami i paluszkami. Środki przeczyszczające pomagały mi utrzymać lekkość brzucha. Romansowałam z anoreksją kilkanaście miesięcy. Najniższa waga do jakiej dobiłam to 44 kilogramy.
    Wtedy myślałam, że jedyną motywacją jak mną kierowała jest utrzymanie szczupłej sylwetki. I faktycznie – na poziomie mojej ówczesnej świadomości tak było. Chciałam się podobać, a szczupłe ciało było dla mnie głównym wyznacznikiem kobiecej atrakcyjności. Dopiero wiele lat później dowiedziałam się, że anoreksja – podobnie jak inne zaburzenia odżywiania, zaburzenia osobowości czy uzależnienia – ma podłoże emocjonalne. W książce John’a Bradshaw’a, amerykańskiego psychologa, autora bestsellerowych książek (m. in. Powrót do swego wewnętrznego domu, Toksyczny wstyd, Zrozumieć rodzinę), przeczytałam: “Anoreksja jest skrajnym przykładem podstawowego mechanizmu toksycznego wstydu – odrzucenia własnego człowieczeństwa. Anorektyczki wyrzekają się sfery emocjonalnej poprzez odmowę jedzenia, (…) stawiają jakby znak równości między pokarmem a emocjami. (…) Wiara, że można żyć bez jedzenia świadczy o całkowitym odrzuceniu swoich ludzkich ograniczeń, jest próbą bycia nadczłowiekiem.”

    Zapisuję ten cytat i przychodzi do mnie gorzkawo-drapiący wniosek. O tak! Długie lata próbowałam być nadczłowiekiem. Odcinałam się od swoich emocji na wiele innych niż głodówki sposobów. Wszystkie realizowałam przy pomocy mojego ciała. Najpierw faszerowałam je kilogramami żarcia. A kiedy mój żołądek wypełniał się po brzegi “wyrzygalności”, tak że z trudem łapałam oddech, rozpoczynałam proces uwalniania się od pożartego jedzenia. W mojej książce SCHEMATRIX W klatce ‘normalności’ opisałam to tak: “Wisiałam nad kiblem obśliniona, załzawiona, z resztkami rzygów na policzkach. Rozpaczliwie grzebałam palcami w gardle, by wydobyć z siebie, to co przed chwilą było moim ukojeniem.” I tak niemal codziennie, przez 17 lat.

    Inną – równie upadlającą jak objawy bulimiczne – torturą, jaką poddawałam moje ciało było pozwalanie mężczyznom, by traktowali je, jak żywy przedmiot. Tu chciałabym wyjaśnić coś bardzo ważnego – tortura miała głównie charakter emocjonalny. Poczucie upokorzenia wywoływał we mnie fakt, że dopuszczałam do sytuacji, w których moje ciało było traktowane, jak narzędzie do zaspokajania cudzych kaprysów. Jakby było zabawką do użycia, a nie żywą, czującą istotą. Dopuszczałam do tego, bo nie potrafiłam stawiać granic tam, gdzie stawiać je potrzebowałam.

    Poza upokorzeniem kłębiło się we mnie mnóstwo innych emocji i stanów emocjonalnych. Od poczucia winy i potwornego wstydu, przez obrzydzenie do siebie i tych mężczyzn, którym nie umiałam odmówić, po wściekłość i gniew wyrastające z bezsilności. Te i wiele innych odczuć kumulowało się w moim ciele (piszę o tym w drugiej części wpisu, tu link do niego: https://magdaadamowska.pl/cialo-jest-do-kochania-cz-2-emocje-a-cialo/

    Był w tych wszystkich niszczących mnie zachowaniach jeden kluczowy łącznik – oblepiająca, miażdżąco-zniewalająca, wżerająca się w najgłębsze zakamarki duszy nienawiść do własnego ciała. Owa nienawiść była skomplikowanym, wielowarstwowym, długotrwałym stanem emocjonalnym, a nawet postawą wobec samej siebie. Doświadczałam jej wielorako. Z jednej strony czułam do mojego ciała – momentami wręcz porażającą – pogardę. Były momenty, kiedy patrzyłam na swoje uda czy brzuch i wzbierał we mnie wstręt. Ten ohydny cellulit, te paskudne fałdy, to okropne poczucie napompowania!!! Oooo! Jak ja wtedy nie chciałam żyć w tym cielsku!!! Jak ja nie chciałam być tym cielskiem!!! Czułam się jak monstrum. Z drugiej strony, kiedy miałam głodny, pusty brzuch lubiłam moje ciało. Lubiłam, a nawet uwielbiałam doznania, jakich mi dostarczało. Uwielbiałam seks z mężczyznami, którzy mi się podobali i do których mnie ciągnęło to elektryczno-magnetyczne “coś”. Uwielbiałam ubierać się w leciutkie, zwiewne fatałaszki i kołysać biodrami przechadzając się na szpilkach. Uwielbiałam całą feerię doznań zaklętych w męskim dotyku – od pocałunków w szyję, przez seks oralny, po ekstatyczną, dziką kopulację. Ale świadomość, że odczuwałam to wszystko napawała mnie wspomnianymi wcześniej: poczuciem winy, wstydu i obrzydzenia do siebie.

    Do powyższych odczuć dochodziły inne, jak ambiwalentny stosunek do czynności jedzenia, która była dla mnie na zmianę rozkoszą smakowania i katorgą wymiotowania. Dręczyłam moje ciało także przy pomocy piekielnie niewygodnym ubrań, w które wbijałam się “żeby ładnie wyglądać”.
    Bywało, gdy w napadach furii brutalnie szczypałam się po brzuchu, biłam po twarzy i udach albo szarpałam za włosy. A kiedy atak wściekłości mijał, rozładowywałam resztę napięcia kilkoma orgazmami.

    Tak – moje ciało to absolutnie niesamowita istota. Nikt nie wycierpiał przeze mnie tak dużo i nikomu nie dałam takiej ilości ekstazy, jak jemu.

    Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo jestem szurniętą ekshibicjonistką onanizującą się historią własnego życia? A może chcę zrobić karierę na skandalu? Hmm… znam znacznie bardziej przyjemne i skuteczne sposoby na osiągnięcie satysfakcji – zarówno fizycznej, emocjonalnej jak i finansowej – niż przyznawanie się do swoich życiowych dołów, bagien i zakrętów.
    Dzielę się tym wszystkim z Tobą/ z Wami, bo jestem – najgłębiej jak to możliwe – przekonana, że bez odkrycia “ciemnej” części prawdy o sobie, NIE miałabym szans wyzdrowieć i zmienić swojego życia. Powtórzę – bez przyznania się do tego, że ma się problem, nie da się problemu rozwiązać. Dzielę się tym, bo wiem i czuję, jak bardzo świadomość, że nie jest się jedyną osobą, która doświadcza tych wszystkich emocjonalnych zawiłości, może być uwalniająca. Bo pamiętam jaaaak bardzo mi pomogły świadectwa ludzi, którzy rozpoczęli swoje procesy odzyskiwania siebie przede mną. Dzielę się, bo tylko dzieląc się nimi, mogę pomnożyć najcenniejsze skarby, jakie podarowało mi życie. Akceptację. Zrozumienie. Wiedzę. Czułość. Życzliwość. I umiejętność kochania siebie, która na nich wyrosła.
    Chcę Ci/ Wam tym i każdym innym moim tekstem, książką i całą działalnością pokazać, że da się wyjść nawet z najgłębszego bagna. Proces zmiany na lepsze jest trudny, bolesny i długotrwały, ale WARTY absolutnie każdego wysiłku. Przede wszystkim dlatego, że efekty pracy z emocjami są nieodwracalne. Im więcej rozbrajasz schematów eMOCjonalnych, tym bardziej wzrasta Twoja MOC. Życie, nie staje się łatwiejsze, lecz Ty – będąc w coraz bliższym kontakcie ze sobą – stajesz się MOCniejsza/MOCniejszy. “Nagle” dostrzegasz rozwiązania, które wcześniej schowane były za parawanem Twoich lęków, wstydów i bezradności. I przede wszystkim zaczynasz rozumieć siebie.

    Cały mój proces uzdrawiania traum z dzieciństwa, odzyskiwania siebie oraz budowania miłości do siebie i mojego ciała był (i zawsze już będzie) w swej istocie pogłębianiem zrozumienia dla tego kim naprawdę jestem. Zrozumienia własnych potrzeb, pragnień, ograniczeń i możliwości. W tym niezwykłym procesie, dane mi było dotrzeć do szalenie ważnych świadomości i wniosków. W drugiej części wpisu CIAŁO JEST DO KOCHANIA, przedstawię te z nich, które pomogły mi zbudować i nieustannie pomagają wzmacniać moją miłość do własnego ciała.

    Chcę żebyś miała/miał świadomość, że są to wnioski ogólne i przedstawiam je w bardzo dużym skrócie i uproszczeniu.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.

  • Blog

    “NIE ZATRZYMUJMY SIĘ NA ŁZACH”*

    Nigdy się nie poddawaj!

    Czasami przychodzą do mnie dziwne teksty. Dzielę się tym konkretnym, żeby pokazać, że doskonale rozumiem ból wynikający z poczucia bycia niekochaną przez własną matkę, o którym tak dużo mi piszecie. I żeby udowodnić Wam,  że można na tym bólu urosnąć, kiedy się z nim odpowiednio pracuje oraz kiedy się właściwie podchodzi do przeżytych traum i cierpienia.

    Nie zatrzymujmy się na łzach

    Tęskniłam za Tobą mamo.
    Kiedy świat mnie odrzucał, a nie było Twych ramion.

    Tęskniłam za Tobą mamo.
    Kiedy ludzie poniżali, a Ty nie stawałaś za mną.

    Tęskniłam za Tobą mamo.
    Kiedy szukałam prawdy, a Ty kłamałaś.

    Tęskniłam za Tobą mamo.
    Miałaś mnie kochać, a nie umiałaś.

    Szukały Cię mamo moje drobne dłonie,
    gdy upadałam i nie miał mnie kto podnieść.

    Prosiły o Ciebie moje oczy jasne,
    gdy pod mułem rozpaczy, po cichu gasłam.

    Czekały na Ciebie moje włosy miękkie,
    żeby choć przez moment poczuć Twoje ręce.

    Nie było Cię mamo, gdy dziewczęce ciało
    w postać kobiecą się transformowało.

    Nie chciałaś mnie małej ani rosnącej.
    Drażniły Cię moje talenty kwitnące.

    Brzydziła Cię moja autentyczna postać,
    uczyłaś mnie więc, jak marionetką zostać.

    Żyłam w Twym cieniu nieskończoność całą,
    aż wreszcie życie się o mnie upomniało.

    Na zgliszczach serca i ruinach ciała,
    własnej MOCy świadomość we mnie kiełkowała.

    Stałam się swoim sterem i okrętem.
    Nauczyłam się być życia architektem.

    Bolało najstraszliwiej jak boleć może.
    Wytrwałam. Żyję. Stoję. Rosnę.

    Tworzę swoje unikalne dzieła.
    Czuję jak we mnie czuła miłość wzbiera.

    Dziś jesteś mi obca jak złowroga wróżba,
    dziś po Twojej obecności pozostała próżnia.

    Ulotnił się ze mnie gniew rozrywający.
    Odpłynął smutek i żal krwawo kłujący.

    Rozpłynęła się nadzieja na uznanie cierpienia.
    Nie ma Cię mamo i mój świat się zmienia.

    Wzrasta we mnie piękno i siła potężnieje.
    Życie do mnie wróciło. Twarz mi promienieje.

    Na glebie prawdy zasiewam nową siebie.

    Tęskniłam za Tobą mamo,
    jak szczeniak porzucony.

    Dziś oddycham pełną piersią,
    jak ptak wyswobodzony.

    Niech Ci życie sprzyja, choć nie zasłużyłaś.
    Niech Cię dotknie miłość i ze sobą przyjaźń.

    Żegnam Cię mamo, bez poczucia straty.
    Czas nam się rozstać. Czas zamknąć bramy.

    Pył z mostów spalonych, niechaj mi będzie,
    do odrodzenia świętym narzędziem.

    Odchodzę lekko i tanecznym krokiem.
    Na życie patrzę uzdrowionym okiem.

    Zdrowie i szczęście niech się mnie trzymają,
    a ciemne chmury niech się oddalają.

    A na koniec powiem, jak to Wiedźmy robią,
    że świadomość drzwi zamyka, a otwiera okno.

    Niech Wam ta historia serce naoliwi.
    I żyjcie Kochani! I bądźcie szczęśliwi!

    *Tytuł to zdanie wypowiedziane przez moją znajomą poetkę – Sylwię Beatę Lehner, podczas jednej z naszych rozmów.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.

    Dodane przez
  • Blog

    “BRUDY PIERZE SIĘ W DOMU”

    O tym by mówić o przemocy głośno

    Miarą choroby rodziny jest liczba jej tajemnic. 

    Uwaga! Hipokryci mogą doznać szoku. Szczególnie zakłamanym może być potrzebna pomoc medyczna. Czytasz na własną odpowiedzialność.

    Dedykuję Eli Jastrzębskiej, z terazja.net. Ela – jestem z Tobą całym sercem. Stoję murem za Tobą. Ja Ci wierzę.

    Ten tekst rodził się we mnie wiele miesięcy, jeśli nie lat. Odkąd pamiętam w mojej rodzinie obowiązywała “doktryna”: brudy pierze się w domu. Od zawsze byłam uczona, że muszę udawać kogoś, kim nie jestem. I że nie wolno mi mówić ludziom, jak naprawdę wygląda życie mojej rodziny. Za prawdę byłam surowo karana.

    Kiedy miałam kilka lat moja matka zrobiła wielka awanturę w domu swoich rodziców. Wrzeszczała tak głośno, że słyszeli ją ludzie przechodzący drogą biegnącą obok tego domu. Podczas tej awantury siedziałam sama pod balkonem. Pamiętam, że strasznie się bałam. Miałam poczucie, że to moja wina. I że zostanę ukarana, bo matka jest zła. A kiedy była zła, to wyżywała się na mnie albo na innych członkach rodziny. Tych, nad którymi miała przewagę emocjonalną.
    Kiedy wróciłyśmy do mieszkania wrzeszczała na mnie, twierdząc, że to wszystko przeze mnie, bo wygadałam babce, co mówiła na jej temat do mojego ojca. Nie pamiętam czy mnie wtedy biła. Widocznie to było tak traumatyczne przeżycie, że w pewnym stopniu je wyparłam.
    Jako dziecko z nadwagą wielokrotnie słyszałam od matki, że wstyd jej przed ludźmi, bo się z niej śmieją, że mnie utuczyła jak potwora.
    Kiedy w wieku 13 lat bardzo schudłam, szydziła ze mnie, że wyglądam jak kostucha i że ludzie się ze mnie śmieją. Kiedy chorowałam na bulimię, wielokrotnie słyszałam, że przynoszę wstyd rodzinie.
    Gdy w lipcu tamtego roku powiedziałam jej, że napiszę książkę o przyczynach mojej bulimii i o tym, jak przeżyłam moje dzieciństwo wpadła w histerię i stwierdziła, że się zabije jeśli to zrobię, bo “jej koleżanki z pracy uznają ją za potwora”.
    A gdy udostępniłam nagranie, na którym mówię, że pracowałam jako prostytutka, dostałam od niej serię smsów. Pisała m.in. “Zwykle po ludzku ujmując przynosisz WSTYD całej rodzinie. Ale Ty jesteś typową egoistką nie liczysz się z nikim i z niczym.”; “Wiesz jaką masz opinię tu gdzie Cię naprawdę znają. Karierę zrobiłaś jako prostytutka? Odpowiedź znasz. (…)” Największym problemem było dla niej to, że musiała ludziom w pracy w oczy patrzeć i wstydzić się za mnie.

    Kiedy ludzie mnie pytają, jak to zrobiłam, że wyszłam po tylu latach z uzależnień, a ja im odpowiadam “pozwoliłam sobie być sobą”, zazwyczaj nie rozumieją. Co to ma do rzeczy? Wszystko. “Człowiek jest tak chory, jak jego tajemnice”. Miarą uzależnienia jest intensywność zakłamania czyli niezgody na prawdę. Im bardziej wizerunek publiczny danej osoby różni się od tego, kim rzeczywiście ta osoba jest, tym większe czuje ona napięcie emocjonalne. Tym silniejszą odczuwa presję utrzymania tego wizerunku. A człowiek, który musi ukrywać prawdę o tym, kim jest i co go ukształtowało, nie ma szans być zdrowy. Bo możemy być w pełni szczęśliwi tylko, gdy jesteśmy sobą.

    Tylko jak być sobą w społeczeństwie, które jest tak zakłamane, że wierzy we własne kłamstwa?!
    Dużo łatwiej jest pie…ć o pozytywnym myśleniu, zaklinaniu rzeczywistości formułkami i szczerzyć wybielane chemicznie zęby do aparatów, niż pokazać swoje prawdziwe życie. W przestrzeni publicznej być uroczym profesjonalistą, a prywatnie narcyzem, którego świat kręci się wokół “robienia wrażenia”. Bo człowiek sukcesu nie “pamięta” przeszłości, żyje chwilą obecną. I bardzo chce wierzyć, że zjawisko przemocy w rodzinie dotyczy jedynie “marginesu społecznego”.

    Jak być sobą w społeczeństwie, dla którego większą wartość ma tytuł naukowy i certyfikat niż realne, namacalne efekty? Gdzie samouki, którzy choć osiągają efekty o niebo lepsze, niż dyplomowani “eksperci” są traktowani z góry przez tych, których wiedza jest czysto teoretyczna?!
    Jak być sobą w rodzinie biologicznej, dla której wyznacznikiem moralności jest mantra “Co ludzie powiedzą?”?!
    Jak być sobą, gdy wszystko wokół zdaje się mówić “udawaj, kłam, manipuluj, bo tylko tak możesz przetrwać.”?!
    Jest na to tylko jeden, jedyny sposób. Robić to, czego się najbardziej boisz. BYĆ SOBĄ. Zawsze i wszędzie mówić głośno i odważnie swoją prawdę. Patrzeć kłamstwu prosto w jego mętne, puste, rozbiegane oczy. Tylko tak podetniemy mu jego – skadinąd krótkie i koślawe – nóżki.
    PRAWDA ma to do siebie, że jest niepodważalna. I co najważniejsze – jest ustawieniem domyślnym ludzkiej duszy. Z prawdą się nie da dyskutować. Ona po prostu jest. I emanuje swoją piękną energią, której NIE da się zagłuszyć.

    Tzw. pranie brudów to nic innego, jak proces usuwania zanieczyszczeń emocjonalnych. Żeby wyprać brudy, konieczne jest, by przyznać, że coś złego zaistniało. Że człowiek zranił człowieka. Że wydarzyła się krzywda. Bez tego nie da się “posprzątać”. Żeby usunąć plamę, najpierw musisz ją zauważyć!
    No i żeby wyprać brud, muszą zostać spełnione konkretne warunki. Niezbędne są: odpowiednia przestrzeń, woda, środki piorące i osoba, która pranie nastawi, rozwiesi i dopilnuje, by wyschło. Potem trzeba je jeszcze poskładać i odłożyć na przeznaczone mu miejsce.
    Pranie brudów to proces. Czasami bywa tak, że niektórych plam nie spiera zwykły detergent. I wówczas trzeba poszukać pomocy na zewnątrz. Trzeba brud, którego nie da się usunąć w warunkach domowych – oddać do pralni… publicznej.

    Taką “rodzinną plamą” jest dla mnie przemoc. Ofiara przemocy jest ofiarą, bo w tym konkretnym momencie swojego życia NIE UMIE SIĘ BRONIĆ. I aby wydostać się z toksycznego środowiska/ relacji potrzebuje pomocy z zewnątrz. Pomocy kogoś silniejszego nie tylko od niej samej, ale i od jej oprawcy. Dlatego o przemocy trzeba mówić głośno. BO TYLKO TAK MOŻNA JĄ POWSTRZYMAĆ. NIE MA INNEJ DROGI!
    Dzieci poddawane przemocy nie umieją się bronić same. Miliony dorosłych osób poddawanych przemocy nie umieją się bronić samodzielnie.
    Agresor będzie stosował przemoc, dopóki będzie mógł. Strach i jego najgorsza konsekwencja: brak sprzeciwu ofiary, są jego najsilniejszą bronią. Dlatego MÓWMY o przemocy jak najgłośniej. Tak głośno aż nasz głos zamieni się w ryk RYK WOLNOŚCI. I PRAWDY.

    Jeśli to czytasz i czujesz, że jest ważne – podziel się z ludźmi, którym może pomóc, dodać odwagi. I pamiętaj – nie jesteś sama, nie jesteś sam. Są nas miliony. My wiemy, co przeżyliśmy. My wiemy, jaka jest PRAWDA.

    Jeżeli czujesz, że chciałabyś/ chciałbyś popracować ze mną indywidualnie w tym linku znajdziesz informację o tym, w jaki sposób możemy to zrobić: https://magdaadamowska.pl/konsultacje-mentoring/

    Opinie o pracy ze mną: https://magdaadamowska.pl/opinie-o-pracy-ze-mna/

    Informacje na temat aktualnie prowadzonych przeze mnie warsztatów będą pod tym linkiem: https://magdaadamowska.pl/kursy-i-warsztaty/

    Jeśli masz ochotę przeczytać o moim całym procesie ukochiwania siebie zapraszam Cię do lektury mojej książki SCHEMATRIX W Klatce ‘normalności’:  https://magdaadamowska.pl/produkt/schematrix/

    Zapraszam Cię również do przeczytania innych moich tekstów:

    https://magdaadamowska.pl/category/blog/

    https://magdaadamowska.pl/zdrowa-szczesliwa-kobieta-2/

    oraz na fanpage Zdrowa Szczęśliwa Kobieta: https://www.facebook.com/Zdrowa-Szcz%C4%99%C5%9Bliwa-Kobieta-1699584453646147/

    A także na mój kanał YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCJwA2H1LP0wheEuaJNNZ4IQ/videos

    Wypracuj Zdrową Szczęśliwą siebie, bo jesteś swoją życiową inwestycją.

    Dodane przez